wtorek, 11 listopada 2014

Zdobywanie Chrystusa
(Winning Christ)
David Wilkerson
1989
__________
Czy zdobyłeś już serce twojego Pana? Czy wiesz, że jeżeli pragniesz Go,
będziesz dążył do tego, by zdobyć Jego serce? Apostoł Paweł stwierdził, że
taki był jego cel kiedy zrzekł się swojego przeszłego życia. �Wszystko
uznaję za szkodę wobec doniosłości, jaką ma poznanie Chrystusa Jezusa,
Pana mego, dla którego poniosłem wszelkie szkody i wszystko uznaję za
śmiecie, żeby zyskać Chrystusa� (Fil. 3:8).
Paweł był całkowicie zniewolony przez swojego Pana. Dlaczego
potrzebowałby �zyskać� Chrystusa? Chrystus już mu się wyraźnie
objawił, i nie tylko jako dla apostoła, ale i w jego życiu. Pomimo tego
jednak, Paweł czuł się przymuszony, by zdobyć serce i uczucia Chrystusa.
Całkowite istnienie Pawła - jego służba, życie i cel życia - był
skoncentrowane tylko na zadowalaniu Mistrza i Pana. Wszystko inne
stanowiło dla niego śmieci, nawet te �dobre� rzeczy. Wierzę, że jednym z
powodów dla których Paweł nigdy się nie ożenił było to, że chciał mieć
więcej czasu, by troszczyć się o sprawy Pana (patrz I Koryntian 7:32).
Zachęcał innych do tego samego, �abyście postępowali w sposób godny
Pana ku zupełnemu jego upodobaniu� (Kolosan 1:10).
Czy jest to zatem biblijne, spytacie, ten pomysł zdobywania serca Jezusa?
Czy i bez tego nie jesteśmy obiektem Bożej miłości? Rzeczywiście, Jego
łaskawa miłość rozciąga się ku wszystkim ludziom. Ale istnieje jeszcze inny
rodzaj miłości, którego doświadczyło niewielu chrześcijan. Jest to czuła
miłość do Chrystusa, podobna do tej pomiędzy mężem a żoną.
Ta miłość jest wyrażona w Pieśni nad Pieśniami. W tej księdze Salomon
jest przedstawiony jako typ Chrystusa i w jednym fragmencie Pan mówi o
Swojej oblubienicy w ten sposób: �Oczarowałaś mnie... oblubienico;
oczarowałaś mnie jednym spojrzeniem swoich oczu, jednym łańcuszkiem ze
swojej szyi. Jak piękna jest twoja miłość... oblubienico, o wiele słodsza jest
twoja miłość niż wino...� (Pieśń nad Pieśniami 4:9-10).
Później mówi, �Odwróć swoje oczy ode mnie, bo mnie przerażają!�
(6:5). Jego oblubienica odpowiada, �Ja należę do mojego miłego i ku mnie
zwraca się jego pożądanie� (7:11).
Oblubienica Chrystusa będzie składać się ze świętych ludzi, którzy pragną
podobać się swojemu Panu, i którzy żyją tak posłusznie i w oddzieleniu od
wszystkich innych rzeczy, że serce Chrystusa jest tym oczarowane. Słowo
oczarować w tym fragmencie oznacza �ukraść serce�.
Angielska wersja King James tego fragmentu podaje, że serce Chrystusa
zostało oczarowane tylko �jednym spojrzeniem�. Wierzę, że �jedno
spojrzenie� to jedność umysłu skoncentrowanego tylko na Chrystusie.
To oddanie Chrystusowi - jak również symboliczna miłość pomiędzy
mężem a żoną - jest wyrażona w innej księdze Biblii, w księdze Rut. Jest to
historia nawróconej służebnicy, która zdobyła serce swojego ziemskiego
pana. Dla mnie jest to historia prorocza, poselstwo, które przemawia do nas
dzisiaj bardzo mocno, gdyż my zdobywamy Chrystusa w ten sam sposób w
jaki Rut zdobyła swojego pana, Boaza.
Przykład Rut
Kiedy jednak zgłębiałem ten temat, przeszukując wszystkie moje
komentarze do Biblii, nie znalazłem ani jednego autora, który by zauważył
to duchowe i prorocze znaczenie księgi Rut. Tylko jeden autor zasugerował,
że skoro Rut była Moabitką, to może Bóg mówi do nas coś o Poganach
�wszczepionych do krzewu winnego�.
Ale ta historia ma o wiele większe znaczenie niż tylko historyczne.
Osobiście uważam, że potrzebujemy spojrzeć bliżej na tę piękną historię,
ponieważ uczy nas ona wiele o tym jak jesteśmy karmieni starając się
zdobyć Jego serce.
Historia o Rut rozpoczyna się tymi słowy: �Nastał głód w kraju� (Rut
1:1). Ten głód reprezentuje ten sam głód, który i dzisiaj przeżywa Kościół;
brak Bożej obecności, pragnienie prawdziwego Bożego Chleba. Z powodu
głodu, Izraelczyk Elimelech wziął swoją żonę Noemi i ich dwóch synów i
uciekł przez ziemię Judejską do Moabu. Później Elimelech tam umiera a
dwaj synowie Noemi żenią się z pogańskimi żonami, Orpą i Rut. Wszyscy
pozostają w Moabie przez dalsze dziesięć lat.
Ale Moab był miejscem bałwochwalstwa. Reprezentował zgromadzenie
niegodziwych, tron pogardy.
Rzeczywiście, nazwa Moab oznacza cudzołóstwo. Sam Moab, od którego
pochodzi nazwa tego regionu, urodził się z kazirodczego związku pomiędzy
Lotem i jedną z jego córek. To właśnie on zwiódł Izrael w Szittim na
pustyni, w rezultacie czego od tej klęski zginęło 24.000 (IV Mojżeszowa
25:1-9).
Bóg zabronił Izraelitom żenić się z Moabitkami, �nakłonią bowiem na
pewno wasze serca do swoich bogów� (I Królewska 11:2).
Ta sama rzecz ma miejsce dzisiaj w zakresie duchowym, kiedy pojawia się
głód Bożego Słowa. Boży lud zwraca się ku światu, poddając się pokusie
bałwochwalstwa i mieszając się z bezbożnymi. Głód w Kościele zawiódł
wierzących do Moabu, do miejsca bałwochwalstwa. I tak jak nauczyła się
tego Noemi kiedy straciła tam swoich synów, Moab jest miejscem gdzie
umierają młodzi ludzie!
Jednakże w Judei głód w końcu się skończył. Do Noemi doszła wiadomość,
że Bóg ponownie ujął się za swoim ludem i dał im chleb. Nagle przez duszę
Noemi przeszły wspomnienia minionych błogosławieństw i zaczęła tęsknić
za świętym miejscem, w którym kiedyś przebywała. Miała dość Moabu,
jego bałwochwalstwa i śmierci. �Wtedy wybrała się wraz ze swoimi
synowymi i wróciła...� (Rut 1:6).
Rut i Orpa pożegnały się ze swoimi rodzicami, przyjaciółmi i rodziną.
Powiedziały swoim bliskim, że wyprowadzają się na stałe: Idą z Noemi do
Judei, do miejsca gdzie Bóg ujął się ze Swoim ludem!
Dzisiaj, ponownie Pan ujmuje się za Swoim ludem!
Dzisiaj w naszym świecie możemy zauważyć pewne podobieństwo:
Niektórzy wierzący mieszkają we współczesnym Moabie - w letargu,
oziębłości, w światowych przyjemnościach i sukcesie. A jednak wpośród
tego wszystkiego, przetrwała resztka świętych. Znieśli oni
samowywyższenie ewangelistów telewizyjnych, brudną zmysłowość w
Bożym domu, głupotę płynącą z kazalnicy i szyderstwo upadłych
chrześcijan. Ci głodni modlili się, pościli i wstawiali się i teraz Pan usłyszał
ich wołanie.
Dlaczego Kościół Times Square i podobne mu są pełne zgłodniałych
poszukujących? Ponieważ dotarło do nich słowo, że w tych miejscach Bóg
ujmuje się za Swoim ludem! Ludzie usłyszeli, że wyszło słowo od Boga.
Tak, głód się skończył. Bóg posłał chleb z nieba. I jeżeli nie skosztowałeś
jeszcze tej niebiańskiej manny, wyjdź z Moabu i wróć do miejsca gdzie Bóg
ujmuje się za Swoim ludem!
Dokładnie to zaplanowały zrobić dwie synowe Noemi. Widzicie, imię
Noemi oznacza �łaska�. Pójście za swoją teściową było sposobem pójścia
za Bożą łaską. Reprezentowało to odejście od życia dla świata i przybliżenie
się do życia łaską Pana. Były kierowane Bożym Duchem, zachęcone
wieścią o Jego nawiedzeniu. I dzisiaj w ten sam sposób tysiące zmierzają do
domu, z powrotem do pełni Chrystusa - z dala od kompromisu,
niezdecydowania i pustej ewangelii wygody i sukcesu.
Smutną rzeczą jest to, że wielu tych, którzy planują powrócić do Boga,
zatrzymuje się na granicy. Nie uwalniają się całkowicie, nie płacą ceny.
Widziałem jak miało to miejsce u setek ludzi w naszym kościele:
rozpoczynają z wielką żarliwością, podając się za głodnych. Ale rezygnują
na granicy pomiędzy Moabem i Judą i zawracają do swoich starych dróg.
Podobnie w Biblii, kiedy Orpa i Rut dotarły do granicy, musiały podjąć
decyzję: Czy pójdą za Noemi - to znaczy, za Bożą łaską - do pełni Pana? Ich
imiona podpowiadają odpowiedź: Orpa oznacza �twardość karku.� Rut
oznacza �przyjaciółka, towarzyszka.�
Powrót i postęp
Konfrontacja miała miejsce na granicy. Noemi zdecydowała wypróbować
oddanie dwóch młodych kobiet. Dla Orpy i Rut decyzja o kontynuowaniu
podróży wymagałaby czegoś więcej niż tylko uczuć i czczych słów. Noemi
nie mogła im zagwarantować żadnych nagród, dostatku, wygód, czy
sukcesu; mogła im tylko zaoferować jasną wizję wysokiej ceny. Opisała
swój kraj jako miejsce cierpienia i ubóstwa, ziemię, która nie oferowała nic
z ziemskich bogactw; miałyby egzystować tylko na drodze wiary. Ten obraz
był tak niewesoły, że Noemi zachęciła obie, by powróciły do domu swoich
matek �aby znalazły dom� (Rut 1:9-10).
Prawdopodobnie odgadliście z imienia Orpy, że pomimo jej potoku łez i
mocnych słów o dalszej wędrówce, opuściła teściową i powróciła do
swojego bałwochwalstwa. Na zewnątrz była złamana i łagodna, i wydawało
się, że chciała być częścią powrotu do Boga. Jej serce jednakże było
potężnie związane miłością do jej starego kręgu przyjaciół i rodziny; nie
wiedziała, że ten bałwan pozostał w jej duszy. Orpa płakała na granicy,
ponieważ była rozdarta pomiędzy dwiema miłościami. Szczerze chciała iść
dalej i kochała cenną społeczność z tymi dwiema kobietami - ale nie odcięła
więzów łączących ją z Moabem.
Łzy nigdy nie wystarczą. Noemi wiedziała o tym i dlatego wystawiła dwie
młodsze kobiety na ostateczny sprawdzian. Noemi powiedziała,
�Zawróćcie, córki moje! Po cóż macie iść za mną? Czy mogę jeszcze
urodzić synów, którzy by zostali waszymi mężami? Zawróćcie, córki moje, i
idźcie...� (Rut 1:11-12). Wierzę, że Noemi wejrzała w serce Orpy, do jej
wewnętrznej walki.
Noemi prawdopodobnie pomyślała sobie, Biedne dziecko! Myśli, że chce
Bożej pełni, ale ciągle jest zafascynowana tym światem. Jeżeli wróci ze mną
będzie nieszczęśliwa, ponieważ ciągle będzie oglądać się wstecz. Tak więc
Noemi powiedziała do Orpy, �Idź swoją drogą!�
Orpa musiała wtedy dojrzeć do decyzji w swoim sercu. Prawdopodobnie
zastanawiała się, Czy to jest jedyne wyjście? Odrzucenie, ubóstwo i
oddzielenie od wszystkiego co wcześniej znałam? Nie! Wrócę do Moabu i
będę służyła Bogu na swój sposób. Będę ciągle kochała tych świętych, ale
muszę iść dalej z moim życiem. Biblia podaje, �Lecz one jeszcze głośniej
zapłakały. Potem Orpa ucałowała swoją teściową� (Rut 1:4). Oryginalny
manuskrypt dodaje do tego zdanie �i odeszła.�
Być może niektórzy z was czytając to myślą o ucałowaniu swoich braci i
sióstr w Chrystusie na pożegnanie. Coś w waszym sercu może was
odciągać, może to być krąg starych przyjaciół czy też urok starych
przyzwyczajeń. Orpa powróciła �do swojego ludu i do swojego boga�
(Rut 1:15). Również twoje serce może być opanowane przez bożka twojej
przeszłości, przez coś czego nie chcesz się pozbyć.
A jednak dla chrześcijanina nie ma czegoś pośredniego! Została
narysowana linia i możemy poruszać się wyłącznie w jednym z dwóch
kierunków: albo naprzód w kierunku Judy, albo do tyłu w kierunku Moabu.
Orpa zawróciła i od tej chwili w Biblii nie ma o niej wzmianki. Zniknęła w
cieniu bałwochwalstwa, nie mając nic więcej do czynienia z Bożym dziełem
czy wiecznym Królestwem. Teraz Bożą wielką troską była Rut.
Noemi próbowała po raz ostatni zniechęcić Rut, mówiąc w wierszu 15,
�Zawróć i ty za swoją szwagierką.� Innymi słowy: �Szybko, Rut! Jeżeli
się pośpieszysz, złapiesz Orpę. Dlaczego nie pójdziesz za swoimi własnymi
pragnieniami?� Ale Rut nie chciała odejść: �przylgnęła� do Noemi (Rut
1:14). Nasuwa się tu obraz służącej na kolanach z ramionami mocno
obejmującymi talię swojego pana, tak jakby nigdy nie chciała go wypuścić.
Rut pragnęła Boga! Chciała mieć udział w chwili gdy Pan ujmował się za
Swoim ludem i tylko śmierć mogła jej w tym przeszkodzić.
Rut powiedziała: �Nie nalegaj na mnie, abym cię opuściła i odeszła od
ciebie; albowiem dokąd ty pójdziesz i ja pójdę; gdzie ty zamieszkasz i ja
zamieszkam; lud twój - lud mój, a Bóg twój - Bóg mój. Gdzie ty umrzesz,
tam i ja umrę i tam pochowana będę. Niech mi uczyni Pan, cokolwiek
zechce, a jednak tylko śmierć odłączy mnie od ciebie.� (Rut 1:16-17).
Rut nie wiedziała, że dokonując tego wyboru, umieściła siebie pod
osłaniającymi skrzydłami Jahwe. I, co jest bardziej ważne, kiedy tylko
wspólnie z Noemi przekroczyła granicę, była na drodze do zdobycia
Chrystusa. Nie było tam takiego znaku drogowego, ale my wiemy dokąd
prowadziła ta droga - prosto do serca Jezusa.
Wkrótce Rut i Noemi dotarły do miejsca błogosławieństwa, przybywając
na początku żniwa. Były biedne i prawie nagie, nie wiedziały skąd będzie
pochodził ich następny posiłek. Wtedy młoda Rut powiedziała, �Pozwól
mi pójść na pole zbierać kłosy.�
W tamtych czasach tylko biedni wykonywali taką pracę. Prawo nakazywało
właścicielom pól, by nie żęli od samego skraju swego pola i nie zbierali
pokłosia po swoim żniwie - to znaczy by zostawiali to, co opuścili
żniwiarze, dla biednych (zobacz III Mojżeszowa 19:9-10).
W tym momencie wydawało się, że Rut zrobiła kiepski interes. Jej oddanie
przyprowadziło ją do miejsca gdzie Bóg ujmował się za Swoim ludem, a
jednak teraz musiała pocić się w najmniej płatnej pracy. Znajdowała się
poniżej linii ubóstwa, bez widoku na przyszłość.
Zachęcam was, abyście dobrze przyjrzeli się Rut, dlatego że tak możecie
skończyć jeżeli odłączycie się od świata i pójdziecie za Bogiem. To był
krzyż apostoła Pawła aż do momentu jego śmierci: �Staliśmy się
widowiskiem dla świata i aniołów, i ludzi. Myśmy głupi dla Chrystusa...
cierpimy głód i pragnienie, i jesteśmy nadzy... i tułamy się. I trudzimy się
pracą własnych rąk; spotwarzają nas... prześladują nas... złorzeczą nam...
staliśmy się jak śmiecie tego świata� (I Koryntian 4:9-13). A jednak Paweł
miał odwagę powiedzieć: �Proszę was tedy, bądźcie naśladowcami
moimi� (I Koryntian 4:16)! Paweł miał dobry powód, by to powiedzieć, i
dla tego samego powodu nie możemy współczuć komuś takiemu jak Rut:
ona miała właśnie zdobyć Chrystusa!
�I poszła, a przyszedłszy na pole zbierała za żeńcami. Zdarzyło się zaś, że
trafiła na kawałek pola, należącego do Boaza, który był z rodziny
Elimelecha� (Rut 2:3).
Autor tej historii musiał chichotać pisząc, że �zdarzyło się� iż Rut
znalazła się na polu Boaza, jej krewnego wykupiciela. Było to dalekie od
przypadku, a raczej stanowiło wyraźne prowadzenie Ducha Świętego,
ponieważ od momentu gdy Rut przekroczyła granicę i powierzyła całe
swoje życie Bożemu powołaniu, była przez Niego cudownie prowadzona.
Scenariusz musiał wyglądać mniej więcej w ten sposób: Rut, z pieśnią w
sercu, minęła wiele pól. Wtem wiedziona nagłym impulsem zwróciła się w
prawo i zaczęła zbierać pokłosie po północnej stronie pewnego pola. Kilka
godzin później Boaz został pobudzony, by sprawdzić jak idą żniwa. Spojrzał
na pola i zobaczył licznych młodzieńców ścinających zboże i biedne służące
zbierające za nimi pokłosie. Ale nagle zatrzymał się, ponieważ jego
spojrzenie zatrzymało się na Rut. �Czyja to dziewczyna?� - zapytał.
Doznał silnego wrażenia. Zbierała pokłosie tylko przez pół dnia, a już
uchwyciło ją oko jej pana! Ten wielki człowiek podszedł do niej i
powiedział, �Nie chodź na inne pole... lecz trzymaj się tutaj moich
dziewcząt� (Rut 2:8).
Obiecał, że nikt nie będzie jej dokuczał i powiedział, że kiedy będzie miała
pragnienie, może napić się z tego co naczerpią żniwiarze. Później
powiedział do żniwiarzy, by upuszczali dla niej kłosy ze snopków, by mogła
je znaleźć.
Dlaczego Boaz powiedział to do Rut? Ponieważ był nią oczarowany.
Ukradła jego serce i musiał mieć ją przy sobie. Ale co w szczególności
pociągnęło Boaza do Rut? Rut sama zadała mu to pytanie: �Dlaczego
zwracasz na mnie uwagę, chociaż jestem cudzoziemką?�
Boaz odpowiedział, że słyszał o wszystkim co uczyniła dla swojej
teściowej, i jak opuściła swój własny kraj, by przyłączyć się do nowego
ludu. �Niech ci wynagrodzi Pan twój postępek i niech będzie pełna twoja
odpłata od Pana, Boga izraelskiego, do którego przyszłaś, aby się schronić
pod jego skrzydłami� (Rut 2:12). Boaz został pociągnięty ku niej,
ponieważ ona przyszła, by zaufać Bożym osłaniającym skrzydłom.
Stajemy się źrenicą oka Chrystusa
Czy widzicie to podobieństwo? Boaz reprezentuje Chrystusa, naszego
Krewnego-Wykupiciela. Kiedy tylko odchodzimy od wszystkich innych
miłości, w momencie gdy opuszczamy naszych wcześniejszych bożków,
starych przyjaciół i stare sposoby, oczy Chrystusa spoczywają na nas.
Wtedy właśnie zyskujemy Chrystusa. Tracimy świat i jego przelotną chwałę
i przemijające przyjemności, ale zyskujemy Jego wieczną miłość.
A kiedy zdobywamy Jego serce, zdobywamy również Jego przychylność.
Nigdy więcej nie będziemy cierpieć głodu czy pragnienia w naszym
wewnętrznym człowieku. On będzie nas prowadził i troszczył się o nas w
cudowny sposób. Tak jak Rut, która pobiegła do domu, by powiedzieć
Noemi o wszystkich wspaniałych rzeczach, które ją spotkały, i my
pobiegniemy do Bożej rodziny i podzielimy się cudem jak Pan zaspokaja
wszystkie nasze potrzeby. Każdy z nas zada na końcu pytanie, �Kimże
jestem ja, by być tak błogosławiony?�
To był tylko początek błogosławieństw Rut. Na koniec żniw Noemi
poinstruowała Rut, aby wzięła udział w ówczesnym zwyczaju. W tym dniu
słudzy spali u nóg panów prostopadle do nich, zupełnie ubrani, aby ich
ogrzać. Jeżeli pan był ich krewnym, miał obowiązek wykupić, czy nabyć
dziedzictwo tego sługi, aby nie przepadło. Krewny wyrażał, że to uczyni
przykrywając ramiona sługi jakimś odzieniem lub okryciem, mówiąc tym
samym, �Ja będę twoim okryciem�.
Noemi powiedziała Rut, aby poszła tego wieczora na klepisko, kiedy Boaz
będzie przesiewał jęczmień; i po tym jak się położy, miała odkryć jego
stopy, położyć się tam i zrobić wszystko co Boaz jej każe. Tak więc tej nocy
Rut zrobiła tak jak jej poleciła Noemi. Kiedy Boaz obudził się i znalazł ją,
był bardzo zadowolony: �Błogosławionaś ty u Pana, córko moja. Ten
drugi dowód twojej miłości lepszy jest niż pierwszy, gdyż nie uganiałaś się
za młodzieńcami ani biednymi, ani bogatymi. Nie kłopocz się teraz , córko
moja, uczynię dla ciebie, cokolwiek sobie życzysz, wie bowiem całe miasto,
żeś dzielna kobieta� (Rut 3:10-11).
Pomyślcie o czym mówi Boaz: �uczynię dla ciebie, cokolwiek sobie
życzysz�. Każde życzenie serca Rut miało być spełnione, ponieważ była
wierna. Nie zwróciła swoich oczu ku bogactwu, sukcesowi czy przepychowi
- pragnęła tylko jego. W zamian za to jej odkupiciel-krewny powiedział do
niej, �Mogę ci zaufać; twoja miłość jest prawdziwa. Nie zostawisz mnie
dla innych, bez względu na to jak będą atrakcyjni. Będziesz moją, a ja będę
tylko twój.�
Tak więc u bramy Betlejem, przed dziesięcioma świadkami, Boaz wykupił
dziedzictwo Rut. Zadośćuczynił wszystkim roszczeniom co do niej i jej
posiadłości i pojął ją za swoją żonę. Potężny bogacz ożenił się ze skromną
służącą.
To jest rzeczywiście dzieło krzyża: Jezus zadośćuczynił wszystkim
roszczeniom, które diabeł miał do nas czy do naszych dziedzictw. Jesteśmy
całkowicie wolni, by być poślubieni Chrystusowi!
Po ślubie Rut urodziła syna. Miał na imię Obed i był pradziadkiem Dawida,
nasienia Chrystusa. Ta służąca, Rut, ma miejsce w samym rodowodzie
naszego Mesjasza.
Czy Rut zdobyła Chrystusa? Przecież Chrystus stał się jej życiem! W ten
sam sposób dzisiaj my zdobywamy Chrystusa dokonując wyborów, które są
dla Niego przyjemne, decyzji, które udowadniają naszą wierność, by
czerpać jedynie z Niego. Jeżeli będziemy Go nieograniczenie kochać,
pragnąc ustawicznie tylko Jego, będziemy pamiętali o Nim w każdej
decyzji. Zapytamy samych siebie, �Czy to sprawi Mu przyjemność? Czy
uczyni to, że On powie do Swoich aniołów, �Zobaczcie, mój umiłowany
zostawił dla mnie wszystko�!�
Jeżeli prawdziwie pragniemy Jezusa, będziemy dążyli do tego, by zdobyć
Jego serce - a później poznać Jego serce. Oddamy Mu siebie całkowicie i
odpoczniemy spokojnie pod Jego potężną opieką.

Zawsze wzrastająca wiara
(An Ever-Increasing Faith)
By David Wilkerson
6 sierpnia 2001
__________
"I rzekli apostołowie do Pana: Przydaj nam wiary" (Łk 17,5).
Ludzie tworzący bliski krąg Chrystusa prosili swego mistrza o
coś ważnego. Pragnęli głębszego zrozumienia znaczenia wiary i
większych jej dzieł. Podsumowując mówili oni: "Panie, jakiego
rodzaju wiary pragniesz z naszej strony? Udziel nam objawienia
odnośnie takiego rodzaju wiary, który Cię zadowala. Chcemy
pojąć wiarę w jej najpełniejszym znaczeniu".
Na pozór ich prośba zdaje się być godna polecenia. Jednakże
myślę, że uczniowie prosili o to Jezusa, ponieważ byli w
zamieszaniu. W poprzednim rozdziale Chrystus wprawił ich w
zakłopotanie, mówiąc: "Kto jest wierny w najmniejszej sprawie i
w wielkiej jest wierny... Jeśli więc w niesprawiedliwej mamonie
nie byliście wierni, któż wam powierzy prawdziwą wartość?" (Łk
16,10-11).
Jezus wiedział, że cielesna natura Jego naśladowców chciała
uniknąć tego, co uważali za kwestie wiary o mniejszym
znaczeniu. Dlatego powiedział im: "Jeśli będziecie wierni w
małych sprawach, podstawowych kwestiach wiary, to będziecie
także wierni w większych sprawach. A zatem udowodnijcie, że
jesteście godni zaufania, co do podstawowych wymagań wiary.
W przeciwnym razie jakże może zostać wam powierzona głębsza
miara wiary?".
Jeśli będziemy uczciwi, to przyznamy, że jesteśmy bardzo
podobni do uczniów Jezusa. My także chcemy od razu
przechodzić do większych kwestii wiary, aby uzyskać taki jej
rodzaj, który przenosi góry. Tak jak uczniowie, oceniamy często
wiarę na podstawie widzialnych rezultatów.
Pomyśl o tych wszystkich ludziach, których uważamy za
posiadających wielką wiarę. Większość z tych ludzi dokonała
konkretnych rzeczy dla Królestwa: programy dożywiania, misje
dla biednych i będących w potrzebie, megakościoły, koledże
biblijne, służby misyjne.
Myślimy o George'u Mullerze, człowieku, który budował w
Anglii sierocińce i pomagał zakładać misje "China Inland
Missions" w Chinach. Muller nigdy nie prosił o wsparcie
finansowe. Zamiast tego wymadlał każdego pensa na te pobożne
działania - ogromne sumy, które często nadchodziły w ostatniej
minucie. Dzisiaj wielu chrześcijan uznaje Mullera za wzór męża
wiary.
Myślimy także o Reesie Howellsie, człowieku znanym jako
"Wstawiennik". Biografia Howellsa pełna jest historii
cudownych odpowiedzi na jego modlitwy wstawiennicze. Ten
człowiek nabywał jedną nieruchomość za drugą na użytek
Królestwa Bożego, a wszystko to przez wiarę. Tak jak Muller,
Howells wymadlał każdego centa "w samą porę". Niektórzy
uważają jego wielką działalność za jeszcze jedną definicję wiary.
Wielu ludzi odwiedzających zbór Times Square Church ma takie
same odczucia względem Bożej posługi tutaj. Są oni pełni
podziwu ze względu na te niezwykłe budynki, jakie dał Pan, a
które obejmują obszar ciągnący się od jednej przecznicy do
drugiej na Broadway'u i wszystkie są nieobciążone długami.
Widzą nasz program dla kobiet "Dom Sary", naszą służbę
dożywiającą "Ciężarówka Kruka" oraz inne wierne działania i
mówią nam: "Wasi liderzy muszą być ludźmi wielkiej wiary.
Spójrzcie na te niezwykłe rezultaty".
Nasza misja otrzymała ostatnio list od pewnego młodego
więźnia, który jest teraz chrześcijaninem i znajduje się na naszej
liście osób otrzymujących te kazania. W jednym z kazań
nagranych na kasetę usłyszał jak mówiłem: "Może nadejść dzień,
gdy będę musiał iść do więzienia za to, że głoszę przeciwko
homoseksualizmowi". Ten młody człowiek zapewnił mnie, że
jeśli to by się zdarzyło, to więźniowie z całego kraju, będący
chrześcijanami, zasypią system więzienny listami w ramach
kampanii mającej na celu moje uwolnienie. Pisze on, że jestem
znany pośród współwięźniów jako człowiek wielkiej wiary,
ponieważ założyłem program rehabilitacyjny dla narkomanów
Teen Challenge oraz inne służby dla ludzi z problemami, takich
jak on sam. A zatem doszedł do następującego wniosku:
"Bardziej jesteś potrzebny poza bramami więzienia".
Dziękuję Bogu za Teen Challenge i jego wszystkie służby: farmy,
rancza, ośrodki opieki, szkoły biblijne. Jestem także wdzięczny
za każdą inną służbę skoncentrowaną na Bogu, jaką Pan
wzbudził na tej ziemi i nadal błogosławi. Jednakże mówię ci, że
żadne z tych wspaniałych, widzialnych dzieł nie reprezentuje
Bożej definicji wiary. Naprawdę, żadne dzieło, bez względu na
to, jak wielkie by było, nie ma w ogóle żadnej wartości dla Pana,
jeśli te mniejsze, ukryte kwestie wiary nie są dokonane.
Genialni, sprytni ludzie dokonali podobnych dzieł bez Boga.
Kościół Zjednoczenia (Moon Sun Myung) oraz jego naśladowcy
zapłacili za kompleks budynków wart wiele milionów dolarów,
założyli wielkie służby charytatywne, a nawet zakupili krajowy
serwis informacyjny. Jednak żadna z tych rzeczy nie jest Bożym
miernikiem wiary.
Prawdziwa wiara w Bożych oczach nie ma nic wspólnego z
wielkością lub ilością pracy, jakiej zamierzasz dokonać.
Związana jest ona raczej z punktem skupienia oraz kierunkiem
twojego życia. Widzisz, Bóg nie jest równie zainteresowany
twoją wielką wizją, co tym, kim się stajesz.
Czy wierzysz, że Pan dał ci brzemię jakiejś wizji, do spełnienia
której potrzeba cudu? Czy zostało ci postawione wyzwanie, aby
wyruszyć w nowym kierunku, które wymaga nadprzyrodzonej
wiary? Czy potrzebujesz, aby Bóg dokonał w twoim domu cudu
o charakterze fizycznym, finansowym czy też duchowym?
Będziesz stawał przed zamkniętymi drzwiami
i doświadczał porażek, dopóki nie zajmiesz się słowami
Jezusa.
"Jeśli nie byliście wierni w tym, co należy do kogoś innego, któż
wam poruczy to, co do was należy?" (Łk 16,12 KJV). Jezus
mówi innymi słowy: "Mówisz, że chcesz objawienia, czegoś, co
umożliwi ci dokonywanie większych rzeczy. Jednak jakże może
ci zostać powierzony taki rodzaj wiary, jeśli nie jesteś rzetelny,
co do rzeczy, jakie dali ci inni?".
Słowa Jezusa musiały sprawić, że Jego uczniowie zaczęli się
drapać po głowach. Ich mistrz wiedział, że niczego nie posiadali,
a tym bardziej czegoś, co dała im inna osoba. Oni porzucili
wszystko, by być Jego uczniami i naśladowali Go najlepiej, jak
tylko potrafili. W tej sytuacji Jego słowa po prostu zdawały się
nie mieć zastosowania.
Jednak pytanie brzmi: co Jezus ma na myśli, kiedy mówi: "to, co
należy do kogoś innego" (Łk 16,12 KJV)? On mówi o naszych
ciałach i duszach, które wykupił Swoją krwią. "Albowiemeście
drogo kupieni. Wysławiajcież tedy Boga w ciele waszym i w
duchu waszym, które są Boże" (1 Kor 6,20 BG).
Jezus mówi nam: "Twoje ciało nie należy już do ciebie. Jeśli nie
zatroszczysz się o to ciało, jeśli nie pozwolisz Mi wejrzeć do
twojego wnętrza, rozprawić się z twoim grzechem i uświęcić cię,
to jakże możesz oczekiwać ode Mnie, że powierzę ci coś
większego? Najpierw cofnij się i spójrz na to, co zrobiłeś z
rzeczami, jakie już ci powierzyłem".
Teraz, kiedy uczniowie poprosili o wzrost wiary, Jezus miał dla
nich gotową odpowiedź: "Jeślibyście mieli wiarę jak ziarno
gorczyczne, i rzeklibyście do tego figowca: Wyrwij się z
korzeniem i przesadź się w morze, usłuchałby was" (Łk 17,6).
Ponownie, głównym punktem skupienia Pana były te mniejsze
kwestie wiary, symbolizowane przez pojedyncze ziarno
gorczyczne.
Ten werset o przenoszeniu figowca zawsze mnie intrygował.
Kiedy go czytamy, wyobrażamy sobie osobę wielkiej wiary,
która stoi obok drzewa i nakazuje: "Ruszaj, usuń się, zasadź się
w morzu i tam rośnij". Następnie wyobrażamy sobie, jak to
drzewo wyrywane jest z korzeniami, podnoszone ponad ziemię i
unoszone, aż do momentu, gdy zanurza się w falach.
Co mógłby sugerować Jezus przez ten obraz? Figowiec nie może
zostać zasadzony w morzu i przetrwać - od razu by obumarł. Co
więcej, nasz Bóg nie jest showmanem. On nie robi, ani nie
sugeruje jakichś rzeczy celem popisywania się. Jednakże wiemy,
że każde słowo, jakie wypowiedział Jezus, zamierzone jest dla
naszego pouczenia. Tak więc, jakie jest tutaj znaczenie tego?
Możesz powiedzieć: "Ten werset oznacza, że nasz Pan jest
Bogiem od tego, co niemożliwe". Nie zgadzam się. Nawet w
czasach Jezusa możliwe było, aby kilku ludzi wykopało drzewo z
korzeniami, zaciągnęło nad morze i zasadziło je tam. Dzisiaj taka
praca jest jeszcze łatwiejsza dzięki maszynom wielkiej mocy,
które mogą wyrwać z korzeniami wielkie drzewa w ciągu
zaledwie kilku sekund. Jakiej to wiary do tego potrzeba?
Wierzę, że to stwierdzenie dotyczy wyrywania korzeni w naszym
sercu. Jezus mówi o korzeniach zła, ukrytych rzeczach, z którymi
musimy się rozprawić jako Jego naśladowcy. On mówi: "Zanim
będziesz mógł uwierzyć Bogu w kwestii przeniesienia góry,
musisz usunąć korzenie i wcale nie potrzebujesz do tego jakiejś
wielkiej, apostolskiej wiary. Wszystko, czego ci trzeba to bardzo
mała miara wiary. Proszę cię, abyś uczynił coś bardzo
podstawowego: abyś wyrwał swoje korzenie grzechu. Chcę, abyś
zbadał swoje serce i usunął wszystko, co nie jest do Mnie
podobne".
Pierwszym dziełem wiary - tą jedną rzeczą, jaką musimy
uczynić zanim będą mogły
nastąpić jakiekolwiek inne dzieła - jest bycie wiernym w tym,
co należy do Boga.
Nie możemy po prostu rozważać podejmowania jakiejkolwiek
pracy w Bożym imieniu, jeśli nasze korzenie grzechu
zapuszczają się coraz głębiej. To wyzwanie do wyrwania korzeni
nie jest ograniczone do pastorów, nauczycieli i ewangelistów.
Jest to zadaniem każdego chrześcijanina. Tak więc zadaj sobie
pytanie: jaki korzeń grzechu zapuścił się głęboko w twoim ciele i
duchu? Czy są to: pornografia, chciwość, zazdrość, zgorzknienie,
strach przed odrzuceniem, niskie poczucie własnej wartości,
uczucie nieużyteczności?
Jezus poucza nas: "Jeśli cię gorszy oko twoje, wyłup je..." (Mk
9,47). Znaczenie tego wersetu jest oczywiście duchowe. Wiemy,
że to nie nasze dosłowne oko sprawia, że grzeszymy, ale raczej
oko naszego pożądliwego serca. Jak możemy jednak wykorzenić
coś, co rosło głęboko w naszym wnętrzu przez lata? Takie
warownie wymagają wiary, aby zostały wykorzenione.
To jest prawdziwe przesłanie Jezusa o ziarnku gorczycznym, że
przez wiarę możemy wyrwać każdy korzeń grzechu w naszym
życiu - nawet taki, z którym Pan rozprawia się z nami przez lata.
Dlatego właśnie niedawno napisałem książkę "Zrozumienie
Nowego Przymierza". W pewnym momencie odczuwałem, że
utknąłem. Zastanawiałem się bowiem, w jaki sposób
moglibyśmy wyrwać nasz grzech. Rozmyślałem nad tym
dylematem pewnej nocy, kiedy byłem na wakacjach i
spacerowałem wzdłuż plaży. Odczułem, że Duch Święty mówi
mi: "Dawidzie, spójrz na Wielką Niedźwiedzicę. Polegając na
własnej sile, masz takie same szanse usunięcia grzechu ze swego
serca, co przeskoczenia nad tym szeregiem gwiazd".
Nowe Przymierze pokazuje nam, że jesteśmy w stanie wyrwać
nawet najgłębszy korzeń grzechu, ale jedynie poprzez ufanie
Duchowi Świętemu. Mając pojedyncze ziarnko wiary, jesteśmy
w stanie pomodlić się: "Ojcze, w Swoim przymierzu obiecałeś
ujarzmić moje grzechy. Cóż, wiesz wszystko o tym moim
konkretnym grzechu. Rozprawiasz się ze mną w jego kwestii
przez lata. Teraz proszę Cię, abyś się nim zajął. Nienawidzę go i
chcę, aby został wyrwany. Wierzę, że to zrobisz dla mnie Panie".
Jezus mówi, że jeśli wyrażamy taką wiarę w obietnice Bożego
przymierza, to nasz korzeń odejdzie: "usłucha was" (Łk 17,6
BR). W tym momencie Duch Święty wyrywa ten zły korzeń i
wrzuca go do morza Bożego zapomnienia, aby nigdy już nas nie
prześladował.
Wszyscy ci pobożni słudzy, których uważamy za ludzi wielkiej
wiary - George Muller, Rees Howells i inni - rozpoczęli właśnie
od tej mniejszej pracy. Zanim wyruszyli, by dokonywać
jakichkolwiek bohaterskich czynów dla Królestwa, pozwolili
Bogu rozprawić się z ich korzeniami. Używali małej miary
wiary, prosząc Ducha Świętego, aby ujawnił w nich każdą złą
rzecz. A Duch wiernie wykorzeniał ich grzech, obdzierając ich ze
wszystkiego, co cielesne.
W tym procesie, ludzie ci nauczyli się, że są bezradni, że nie są w
stanie dokonać o własnych siłach nawet najprostszej pracy
wykorzeniania. Jednak, kiedy byli posłuszni nakazowi Jezusa,
aby wyrwać swoje korzenie przez wiarę w pracę Ducha
Świętego, przychodziły objawienia, a ich zrozumienie wiary
narastało.
Ponosimy straszny koszt, jeśli zaniedbujemy
wykorzenianie naszego grzechu.
Jeśli świadomie pozwalamy, aby pozostawał w nas zły korzeń, to
tracimy wszelki nasz duchowy oręż przeciwko diabłu. Najpierw
zostaje nam wytrącony z ręki miecz. Następnie zostajemy
obdarci ze wszelkiej zbroi. Wreszcie tracimy ochotę do walki.
Powiedz mi, jakże możemy burzyć warownie, jeśli nie pozostała
nam żadna broń? "Albowiem broń żołnierstwa naszego nie jest
cielesna, ale z Boga jest, mocna ku zburzeniu miejsc obronnych"
(2 Kor 10,4 BG).
Tragiczny tego przykład widzimy w 13 rozdziale 1 Księgi
Samuela. W jednym z poprzednich rozdziałów Saul i jego armia
licząca 300.000 Izraelitów pokonała Ammonitów w Jabesz-
Gilead, nie ponosząc strat. Ufność Izraela wzrosła ze względu na
ich wielkie zwycięstwo. Jednak Bóg ostrzegał ich: "Jeżeli nie
będziecie słuchać głosu Pana i sprzeciwiać się będziecie Jego
nakazom, ręka Pana będzie przeciw wam, podobnie jak była
przeciw waszym przodkom" (1 Sam 12,15 BT).
Teraz, w 13 rozdziale odnajdujemy Saula oraz lud jako
chodzących w nieposłuszeństwie. To zaczęło się, kiedy Saul
złożył zakazaną ofiarę. Lud stanął z nim w szeregu, mówiąc:
"Ktokolwiek by powiedział, że Saul nie powinien być naszym
królem, winien być skazany na śmierć".
Jednakże, kiedy pobożny prorok Samuel pojawił się na scenie,
wypowiedział do Saula te straszne słowa: "Popełniłeś głupstwo!
Gdybyś był dochował przykazania Pana, Boga twego, które On
ci nadał, Pan byłby utwierdził królestwo twoje nad Izraelem na
wieki" (1 Sm 13,13).
Widzimy natychmiastowy rezultat nieposłuszeństwa Izraela.
Zaledwie cztery wersety dalej czytamy: "Wtedy wyruszyli z
obozu filistyńskiego łupieżcy w trzech hufcach..." (1 Sm 13,17).
Trzy hufce oderwały się od głównych sił Filistyńczyków,
rozchodząc się po Izraelu i napadając na wioski. Ci najeźdźcy
bez przeszkód zgarniali łupy, włączając w to broń Izraela.
Dlaczego lud Boży nie stawił czoła najeźdźcom? Przecież mieli
wiele broni (włączając w to broń Ammonitów, którą zdobyli w
bitwie). Smutną prawdą jest to, że w Izraelitach nie pozostał
duch walki z powodu ich grzechu. Gdy tylko zobaczyli jak
nadchodzi wróg, pouciekali w trwodze.
Izraelowi pozostały tylko widły, pługi oraz inne narzędzia
rolnicze. Ale nie mogli przekuć tych narzędzi na broń, ponieważ
nie pozostał żaden kowal: "A w całej ziemi izraelskiej nie można
było znaleźć kowala, gdyż Filistyńczycy uważali, że Hebrajczycy
mogliby sobie sporządzić miecze lub oszczepy" (1 Sm 13,19).
Boże przesłanie w tym fragmencie jest jasne: "Jeśli będziesz
trwał w nieposłuszeństwie względem Mnie, to nie będę dłużej
chodził z tobą. Może się wydawać, że wykonujesz Moje dzieło.
Ale nie będziesz cieszył się Moją obecnością,
błogosławieństwem, ani mocą".
W wierze głównie chodzi o posłuszeństwo, o posiadanie mocy do
bycia posłusznym Bożemu Słowu. Szatan wie o tym. Dlatego
chce, abyś stale lgnął do tego ostatniego korzenia, jaki pozostał
w twojej duszy. On wie, że ten obedrze cię ze wszelkiej obrony,
obrabowując cię z broni i neutralizując twojego ducha walki.
Widzę jak przydarza się to posługującym i zwykłym
chrześcijanom na całym świecie. Mają oni wszelkie narzędzia do
wykonywania swoich dobrych uczynków. Kiedy spoglądają na
pola swojej pracy, sami sobie składają gratulacje z okazji
wielkiego żniwa oraz pełnej owczarni. Jednak przez cały ten czas
znajdują się w niebezpieczeństwie. W ich sercach jest łupieżca -
usidlający grzech, z którym nie chcą się rozprawić. On plądruje i
pustoszy ich, okradając z woli do walki. Następnie, kiedy szatan
dokonuje inwazji na ich życie, poddają się bez walki. Po prostu
nie mają żadnych środków obrony przeciwko niemu.
Tak jak Saul, wszyscy wierzący, którzy mają głębokie korzenie
grzechu, kończą jako zamieszani, żyjący w strachu i mający
rozdwojony umysł. Pismo mówi o nich: "Występny ucieka,
chociaż nikt go nie goni, lecz sprawiedliwy jest nieustraszony jak
młody lew" (Prz 28,1). Tacy ludzie mogą mówić do siebie:
"Nadal mam dwa rodzaje broni: modlitwę oraz wiarę w Słowo
Boże". Tragiczne jest, że nie mają. Dawid stwierdza: "Gdybym
knuł coś niegodziwego w sercu moim, Pan nie byłby mnie
wysłuchał" (Ps 66,18).
Musimy po prostu powiedzieć do naszych złych korzeni:
"Bądźcie wyrwane" i musimy wierzyć, że one odejdą zgodnie z
obietnicą Bożego przymierza. Dopiero wtedy powróci nasz duch
walki. Znowu będziemy władać Bożym mieczem obosiecznym.
Zobaczymy, jak nasze modlitwy zostają szybko wysłuchane. Na
koniec zostaniemy napełnieni śmiałością i radością, które
sprawiają, że demony pierzchną.
Istnieje jeszcze inny krok
w otrzymywaniu wzrostu wiary.
Jezus odpowiedział na prośbę uczniów o wiarę w jeszcze inny
sposób. Powiedział im:
"Kto zaś z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie do
niego, gdy powróci z pola: Chodź zaraz i zasiądź do stołu? Czy
nie powie mu raczej: Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i
usługuj mi, aż się najem i napiję, a potem i ty będziesz jadł i
pił?... Tak i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono,
mówcie: Sługami nieużytecznymi jesteśmy, bo co winniśmy byli
uczynić, uczyniliśmy" (Łk 17,7-8.10).
W jasny sposób Chrystus mówi tutaj o nas - jego sługach - i o
Bogu - naszym Panu. Mówi nam, że mamy karmić Boga. Możesz
się zastanawiać: "Cóż to za pożywienie mamy przynosić Panu?
Co zaspokaja Jego głód?".
Biblia mówi nam: "Bez wiary zaś nie można podobać się
Bogu..." (Hbr 11,6). Krótko mówiąc najbardziej rozkoszną
potrawą Boga jest wiara. To jest pożywienie, w którym znajduje
On upodobanie.
Widzimy ilustrację tego w całym Piśmie. Kiedy setnik poprosił
Jezusa, aby uzdrowił jego chorego sługę wypowiadając jedynie
słowo, Chrystus delektował się pałającą wiarą tego człowieka.
Odpowiedział: "Zaprawdę powiadam wam, u nikogo w Izraelu
tak wielkiej wiary nie znalazłem" (Mt 8,10). Jezus mówił:
"Mamy tu poganina, osobę postronną, która karmi mojego ducha.
Cóż za pożywny posiłek, jaki serwuje mi wiara tego człowieka".
Podobnie 11 rozdział Listu do Hebrajczyków serwuje Panu
wielką ucztę. Ten znany rozdział opisuje wiarę umiłowanych
wojowników Bożych na przestrzeni historii.
Następnie zauważam w słowach Jezusa stwierdzenie bez
osłonek: "To nie ty jesz pierwszy. Najpierw jem Ja". Innymi
słowy, nie mamy zużywać naszej wiary na własne sprawy i
potrzeby. Zamierzone jest raczej, by nasza wiara zaspokajała
głód naszego Pana. "...Przygotuj mi wieczerzę... i usługuj mi, aż
się najem i napiję, a potem i ty będziesz jadł..." (Łk 17,8).
Jak często nasza wiara zużywana jest na nasze własne sprawy
zamiast na Boże? Jakże wiele z naszych modlitw zawiera słowa:
"Panie, wiernie pracuję na Twoich polach żniwnych, orząc dla
Ciebie. A teraz potrzebuję od Ciebie tego lub tamtego, abym
mógł kontynuować swoją pracę".
Na przestrzeni lat dziesiątki pastorów przychodziło z wizytą do
mojego biura. Większość z nich wchodziła niosąc nie swoje
Biblie, ale jakiś wielki plan. Tacy ludzie pochłonięci byli jakąś
wielką wizją, jednak nigdy nie mówili o Jezusie. Wszystko, o
czym mogli myśleć to ich wizja: zbudowanie kościoła, pogram
dożywiania, służba misyjna.
Dziękuję Panu za zesłane z nieba wizje i pragnienia. Większość z
wywyższających Boga misji, jakie dzisiaj działają, jest
spełnionymi wizjami, osiągniętymi przez brzemiona dane od
Boga. Jednak wielu wierzących noszących brzemię nie zdaje
sobie sprawy, że zanim jakaś wizja może się zrealizować, Bóg
często sprowadza lata obdzierania, ujawniania i kruszenia. On po
prostu działa w taki sposób.
Jezus mówi nam: "Chcę, abyś Mnie karmił, abyś całkowicie
oddał mi kierownictwo nad twoim życiem, tak, abym mógł
przekształcić cię w Mój obraz. Po prostu przynieś mi swoją
wiarę, a Ja zrealizuję prawdziwą wizję".
Możemy odnieść zwycięstwo nad naszymi korzeniami, ale
możemy
zapomnieć, że to Boże miłosierdzie uzyskało dla nas to
zwycięstwo.
Jezus kontynuuje: "Czy (Pan) dziękuje słudze, że uczynił to, co
mu polecono? Tak i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam
polecono, mówcie: Sługami nieużytecznymi jesteśmy, bo co
winniśmy byli uczynić, uczyniliśmy" (Łk 17,9-10).
Słowo "nieużyteczny" oznacza tutaj "bez zasługi" - nie
zasłużywszy sobie na nic poprzez uczynki lub samego siebie.
Jezus mówi: "Po tym, jak rozprawiłeś się przez wiarę ze swoimi
korzeniami grzechu, nie mów: 'Dokonałem tego. Odniosłem
zwycięstwo'. Nie, to jedynie łaska twojego Ojca cię wyzwoliła".
Niektórzy ludzie stają się dumni, kiedy odnoszą zwycięstwo nad
grzechem. Myślą sobie: "Doprowadziłem do porządku swoje
życie. Bóg powinien być wdzięczny za to, że ma we mnie czyste
naczynie".
Ale Jezus odpowiada: "Nie, prawda jest taka, że dopiero
zaczynasz wypełniać swoje obowiązki. Od dnia, kiedy zostałeś
zbawiony nakazywałem Ci porzucić swój grzech. Tak więc
dlaczego czekałeś pięć, dziesięć, dwadzieścia lat, aby być Mi
posłusznym? Nie masz prawa do składania sobie gratulacji".
Znam pewnego brata chrześcijanina, którego żona zostawiła dla
innego mężczyzny. Przez ten trudny okres człowiek ten
pozostawał moralnie czysty. Później stwierdził: "Zapracowałem
sobie na swoją sprawiedliwość. Zapłaciłem za nią cenę". Nie,
nigdy. Bez względu na to, jak bolesne czy trudne byłyby nasze
próby, nasze posłuszeństwo nigdy nie może uczynić nas
sprawiedliwymi. To jest po prostu nasz podstawowy obowiązek.
Jednak nawet najprostszy akt posłuszeństwa jest pożywieniem
dla naszego Pana, ponieważ zrodzony jest on z wiary. Jest to
uczta, która sprawia, że On się raduje mówiąc: "Ty Mnie
karmisz, zaspokajasz Mój głód".
Zwycięstwo przychodzi, gdy przyznajemy się do naszych
korzeni,
pokutujemy i ufamy Bożym obietnicom Nowego Przymierza.
Czy zdobyłeś się na szczerość przed Bogiem, przyznając, że
twoje korzenie cię niszczą? Czy prawdziwie pokutowałeś,
używając wiary w Jego obietnicę przymierza, co do ujarzmienia
twojego grzechu? Dopiero wtedy Pan wprowadzi cię w
zwycięstwo.
Podczas mojego życia spotkałem dwóch przywódców sekt,
którzy mieli dużą liczbę swoich zwolenników (obie sekty nadal
istnieją). Ci ludzie byli wizjonerami pełnymi charyzmy, odwagi i
gorliwości. Byli niestrudzonymi ewangelistami i usługiwali
biednym oraz będącym w potrzebie. Wybudowali szkoły biblijne
oraz socjalne kompleksy budowlane, a także wysyłali misjonarzy
na cały świat. Ich oddani naśladowcy zostawiali wszystko, aby
usługiwać u ich boku.
Ale obaj ci wielce utalentowani ludzie mieli głębokie korzenie
pożądliwości, a ponieważ odmówili rozprawienia się ze swoimi
korzeniami, każdy z nich stoczył się w straszne uzależnienia
seksualne.
Jeden z nich podróżował specjalnie wyposażonym autobusem.
Pewnego razu zaprosił mnie do środka i zaraz, gdy tylko
wszedłem odczułem silną opresję demoniczną. Jakiś czas potem
ujawniona została straszna niemoralność tego posługującego.
Ten drugi przywódca sekty był pełnym mocy kaznodzieją,
mającym silne powołanie do ewangelizowania. Był on także
utalentowaną osobą czyniącą uczniów i przyciągającą setki
młodych ludzi do pracy misyjnej oraz posługiwania. Co więcej,
ten posługujący był oddany swojej żonie i rodzinie.
Ale uzależniony był od pornografii, a ponieważ nie chciał
rozprawić się ze swoim grzechem, jego pożądliwości stawały się
coraz dziksze, co doprowadziło jego organizację do seksualnego
obłędu. Ustanowił taką zasadę, że każda młoda kobieta, która
wychodziła za mąż musiała spędzić z nim swą pierwszą noc.
Potem niektóre kobiety uczynił prostytutkami, posyłając je, by
czyniły to, co on nazywał "miłosnym ewangelizowaniem".
Ten niegdyś namaszczony człowiek spędził swoje ostatnie dni
chodząc tam i z powrotem po swojej przyczepie kempingowej, w
której mieszkał, jak jakiś lew uwięziony w klatce. Jego głębokie
korzenie zamieniły go w zdeprawowanego szaleńca.
Obaj ci ludzie chcieli przenosić góry. Oni głosili o wierze i
nauczali o niej. Przez ich misje dotykane były setki ludzi. Jednak
mówię wam, Bóg nie miał działu w ich uczynkach. Dlaczego?
Ich gorliwość pochodziła z ciała, ponieważ odmówili
wykorzenienia swojego grzechu. W rezultacie ich wielkie dzieła
zakończyły się kompletnym zniszczeniem.
Jezus mówi o takich ludziach: "Wielu przyjdzie i powie:
Uzdrawialiśmy chorych, wypędzaliśmy demony, dokonaliśmy
wielu wspaniałych dzieł. Ale On powie: Idźcie precz ode mnie
wy, którzy czynicie bezprawie. Nigdy was nie znałem" (zobacz
Mt 7,22-23).
Czy Jezus przemawia do ciebie w kwestii twoich korzeni? Jeśli
tak, to zważaj na Jego głos za wszelką cenę. On przynagla cię:
"Zapomnij teraz o ewangelizowaniu. Odłóż na bok swoje sny i
wizje na jakiś czas. Powierzyłem ci pojedyncze ziarnko wiary i
chcę, abyś był wierny w tej jednej, małej rzeczy. Przyjdź teraz do
Mnie i poproś przez wiarę, abym wykorzenił twój grzech.
Następnie nakarm Mnie swoim posłuszeństwem. Uczyń to, a
potem zobaczysz, jak Moja święta wizja ziszcza się w twoim
życiu".
Zatrąbcie na rogu na Syjonie, gdyż nadszedł dzień Pana!
(Blow the Trumpet In Zion For the Day of the Lord Has Come!)
David Wilkerson
bez daty
__________
“Zatrąbcie na rogu na Syjonie! Krzyczcie na mojej świętej górze!
Niech zadrżą wszyscy mieszkańcy ziemi, gdyż nadchodzi
[nadszedł – anglojęzyczny przekład KJV] dzień Pana, gdyż jest
bliski!” (Jl 2:1).
O Syjonie, święty ludu Boży – niech obudzi cię dźwięk trąby,
ponieważ dzień Pana jest bliski! Nasz Król pojawi się w chwale
ze swoimi zastępami, aby ustanowić swe Królestwo!
O drzemiący święci Najwyższego Boga, otrząśnijcie się ze snu,
odwróćcie się od swoich złych czynów i załóżcie całą zbroję
Bożą, gdyż Jego wrogowie zdecydowani są walczyć przeciwko
Panu i Jego świętym.
“[bliski jest] dzień ciemności i mroku, dzień pochmurny i
mglisty... tak nadciąga lud wielki i potężny, któremu równego nie
było od wieków i po nim już nie będzie aż do lat najdalszych
pokoleń. Przed nim ogień płonący [pożerający – BG]... Przed
nim ze strachu drżą ludy, wszystkie twarze bledną [jako garniec
poczernieją – BG]” (Jl 2:2-6).
Czy nie słyszałeś tego Syjonie: “Drży przed nim ziemia, trzęsie
się niebo, słońce i księżyc są zaćmione, a gwiazdy tracą swój
blask” (Jl 2:10)?
Skoro już niebawem rozpalone ogniem żywioły stopnieją, to
dlaczego lud Boży rozkłada się na łożach wygody i beztrosko
sobie żyje, jedząc, pijąc i weseląc się? Czy jeszcze nie usłyszałeś
dźwięku trąby, Syjonie? Czy dobrobyt tak cię zaślepił? Czy
jesteś tak ogłuszony pożądliwościami i troskami tego świata, że
nie słyszysz? Czy nie potrafisz rozpoznać czasu? Czy nie wiesz,
że dzień Pana stoi już u drzwi? Czy jest to właściwa pora, aby
trwać w beztrosce i zużywać całą energię i czas na własne
sprawy? Czy bez przerwy będziesz szedł drogą, na której nie
szukasz Jego oblicza? Czy nadal będziesz zapominał o Tym,
który powołał cię, kiedy byłeś w niewoli? Czy będziesz
zaniedbywał Jego słowo, Jego dom i komorę modlitewną? Czy
będziesz pocieszał samego siebie słowami: “On nie przyjdzie tak
prędko! Sąd wcale nie jest tak blisko! Zrelaksuję się, będę się
cieszył swoim życiem i różnymi przyjemnościami, a później, gdy
skończę zaspokajać swoje pragnienia, udam się, aby być z Nim”?
Duch Święty mówi: “Zatrąb na rogu na Syjonie!... [zawołaj do
mojego ludu:] nawróćcie się do mnie całym swym sercem, w
poście, płaczu i narzekaniu! Rozdzierajcie swoje serca, a nie
swoje szaty i nawróćcie się do Pana, swojego Boga, gdyż On jest
łaskawy i miłosierny, nierychły do gniewu i pełen litości, i żal
mu karania! Kto wie, może pożałuje i zlituje się, i pozostawi
błogosławieństwo” (Jl 2:15,12-14). Pan właśnie zaczął już czynić
“znak na czole mężów, którzy wzdychają i jęczą nad wszystkimi
obrzydliwościami popełnionymi [pośród nich]” (Ez 9:4).
“Zatrąbcie na rogu na Syjonie, ogłoście święty post, zwołajcie
zgromadzenie! Zgromadźcie lud... zbierzcie starszych,
zgromadźcie dzieci... Niech oblubieniec wyjdzie ze swej komory,
a oblubienica ze swej komnaty” (Jl 2:15-16).
Gdzież są, kapłani Pana, którzy powinni stale płakać między
przedsionkiem a ołtarzem? Gdzie są prorocy, którzy zostali
wyrwani ze snu i głośno wołają: “Zmiłuj się nad swoim ludem
Panie!” (Jl 2:17)? Kapłani są uśpieni! “I nie ma nikogo, kto by
wzywał Twojego imienia, kwapił się do uchwycenia się ciebie,
gdyż zakryłeś swoje oblicze przed nami i oddałeś nas w moc
naszych grzechów” (Iz 64:7).
Chrystus, Oblubieniec, opuścił już swoją niebiańską komnatę i
wyruszył na spotkanie swej oblubienicy. Dlatego Duch Święty
woła teraz do oblubienicy, aby obudziła się ze snu i wyszła
naprzeciw swemu oblubieńcowi, którego kocha jej dusza. Czy
pasterze nie powinni upaść na twarz przed Bogiem i płakać? Czy
nie powinni wyznawać przed Nim swoich grzechów oraz
grzechów ludu Bożego? Czy kapłani Pana nie powinni potrząsać
oblubienicą, aby się obudziła? Mój Boże, jakże ślepi stali się
Twoi pasterze! W czasie, gdy zastępy szatana ustawiają się w
szyku bojowym, aby rozpocząć walkę przeciw Niebu, gdy Boże
zastępy maszerują w szeregu, aby stanąć do ostatecznego starcia,
pasterze się zabawiają.
“Synu człowieczy, prorokuj przeciwko pasterzom Izraela,
prorokuj i powiedz im: Pasterze! Tak mówi Wszechmocny Pan:
Biada pasterzom Izraela, którzy sami siebie paśli! Czy pasterze
nie powinni raczej paść trzody? Mleko wy zjadacie, w wełnę wy
się ubieracie, tucze zarzynacie, lecz owiec nie pasiecie” (Ez 34:2-
3).
Przewracają się na swoich miękkich łożach i tuczą się tłuszczem
trzody. Gromadzą swoich samców na boiskach. Chodzą polować
i łowić, ale nie ludzi. Lubują się w zabawach na przyjęciach,
spotkaniach towarzyskich i odprężaniu się przed swoimi
bałwanami. “Tak rozproszyły się moje owce, gdyż nie było
pasterza i były żerem dla wszelkiego zwierzęcia polnego.
Rozproszyły się i błąkały się moje owce po wszystkich górach i
po wszystkich wysokich pagórkach; po całym kraju rozproszyły
się moje owce, a nie było nikogo, kto się o nie troszczył lub ich
szukał” (Ez 34:5-6).
O ślepi pasterze Syjonu! Jesteście powołani do tego, aby zbierać
lud Boży na uroczyste zgromadzenia, a nie na głupie gry i
zabawy! “Synu człowieczy! prorokuj, a rzecz: Tak mówi Pan:
Powiedz, miecz, miecz naostrzony jest i wypolerowany.
Wyostrzony jest na pomordowanie ku zabiciu naznaczonych,
wypolerowany jest, aby się lśnił. Izali się weselić mamy?” (Ez
21:9-10 BG). Pan Zastępów nakazał wam skłonić swoje oblicza
ku ziemi w pokorze, skruszeniu i pokucie. Czy rozpaczacie,
mężowie Boży? Czy się wstydzicie, rolnicy Syjonu? Ocknijcie
się, którzy pijecie wino, gdyż wróg nadciągnął przeciwko
krajowi, a wy o tym nic nie wiecie (zob. Jl 1:8,11,5-6 BT).
Będzie “słychać biadanie pasterzy, gdyż ich chluba jest
zniszczona” (Za 11:3).
Winnica jest spustoszona, nasienie gnije pod skibami. Gąsienice
objadły pola, a nikt nie lamentuje! Każdy pilnuje swojego
interesu. Miłość wielu coraz bardziej stygnie, a radość synów
Bożych znika. Dzieje się tak, ponieważ za kazalnicą nie stoją
pasterze, którzy są zaalarmowani. Żaden z nich nie usłyszał
dźwięku trąby Syjońskiej. Żaden nie oczyścił się z wszelkiej
nieprawości. Żaden nie głosi z mocą o dniu Pana! “Jego prorocy
są lekkomyślni i wiarołomni [zdradliwi – anglojęzyczny przekład
KJV], jego kapłani plugawią to, co święte [splugawili świątynię],
pogwałcili zakon” (So 3:4).
Pan mógłby uleczyć odstępstwa tego narodu, gdyby Jego
pasterze byli rozbudzeni i czuwali. Ale strażnicy śpią, a kapłani
wzbraniają się wzywać z mocą Jego imienia. Gniew Boży
mógłby zostać odwrócony, gdyby w domu Pana posługujący,
upadłszy na twarz, wołali do Niego z prośbą o przebaczenie i
uzdrowienie ludu.
Dlaczego nasze dzieci schodzą z dróg Pańskich? Dlaczego
młodzi ludzie przymilają się do córki Babilońskiej i zadają się z
nikczemnymi? Dlaczego są tak gniewni, niewierni i zawzięci co
do swoich światowych dróg? Ponieważ z kazalnic w kraju nie
wychodzi jasne i namaszczone słowo. Posługujący obciążeni
własnymi grzechami i wątpliwościami kulą się ze strachu, stając
przed mocami ciemności, gdyż stracili swój duchowy autorytet.
Jednak w kraju jest jeszcze resztka wiernych pasterzy, którzy
płaczą nad trzodą i rozpaczają z powodu grzechów ludu Bożego.
Powrócili oni ze wszystkich sił do Pana, ale są to tylko nieliczne
osoby pogardzane przez innych. Wielu proroków napełniło swe
usta frazesami, a lud Boży kocha się w tym.
Zgromadzenie Syjońskie jest rozpuszczone! Dzień Pana stoi u
drzwi, kraj jest wprawiony w zakłopotanie, ze wszystkich stron
grozi spustoszenie i zniszczenie, a jednak lud Boży nie bierze
sobie tego do serca. Kościół znajduje się w dolinie
niezdecydowania. Duch Święty wyszedł, aby wyrwać ze snu
śpiących, jednak przed ich oczami nie ma bojaźni Bożej.
Zastanawiać się nad sądem? Nie, dopóki nie obejrzą do końca
swego ulubionego serialu telewizyjnego. Nie wcześniej, nim
wycisną ostatnią odrobinę przyjemności! Nie, dopóki wygodne
życie nie schyli się ku upadkowi i zwiędnie. Nie wcześniej, nim
nie zostaną zaspokojone wszystkie cielesne pragnienia i ambicje.
Wydaje się, że mówią: “O Boże, nie przeszkadzaj nam, gdyż
przyjście Pana lub nagły sąd zabrałyby nam to wszystko, na co
nastawiły się nasze serca!” O odstępczy ludu Syjonu, czy nigdy
nie powrócisz całym swoim sercem do Pana i nie porzucisz
cudzołóstwa, wszeteczeństwa i szaleństwa za przyjemnością?
Bóg dokona spustoszenia!
Nasz Król przyjdzie na Syjon, aby rządzić laską żelazną. Jeżeli
Jego lud nie ukorzy się i nie porzuci swoich grzechów, pojawi się
On nagle w swojej świątyni, aby dokonać sądu. Miłosierdzie i
łaska wszystkim, którzy mają Go za Pana i Króla. Pokój, radość i
odpocznienie wszystkim, którzy kochają i szukają Go całym
sercem, całą duszą i całym umysłem ze wszystkich sił. Zielone
pastwiska, żywa woda i odnowienie dla duszy będzie udziałem
wszystkich Bożych dzieci, które zwracają się do Niego,
całkowicie odwracając się od wszystkiego, co jest z tego świata:
od jego dróg, jego spraw, jego ducha, jego uwodzenia.
“Jako się pyta pasterz o trzodę swoję, kiedy bywa w pośrodku
owiec swoich rozproszonych: tak się Ja będę pytał za owcami
mojemi, i wyrwę je ze wszystkich miejsc, kędy były rozproszone
w dzień obłoku i chmury. Na pastwiskach dobrych paść je będę,
a na górach wysokich Izraelskich będą pastwiska ich; tam
odpoczywać będą w trawach bujnych, a w paszach tłustych paść
się będą na górach Izraelskich” (Ez 34:12,14 BG).
Lecz nagły sąd i cierpienie na wszystkich, którzy zamykają
swoje uszy i umysły na dźwięk trąby brzmiącej na Syjonie! Bóg
powali zwodzicieli rodu ludzkiego. Powali obłudników i tych o
zimnych sercach. Letnich wypluje ze swych ust. Wszystkich,
którzy przez nieprawość tłumią prawdę odda szatanowi.
Wszystkich, którzy znali Boga, ale nie uwielbili Go jako takiego,
lecz stali się zarozumiałymi głupcami, którzy oddają cześć
stworzeniu zamiast Stwórcy, wyda na pastwę zatwardziałych w
grzechu umysłów. Powali leniwych pasterzy, którzy paśli samych
siebie, zamiast paść swoją trzodę.
“Dlatego wy, pasterze, słuchajcie słowa Pana! Jakom żyw –
mówi Wszechmocny Pan – ponieważ moje owce stały się łupem
i ponieważ moje owce były żerem dla wszelkiego zwierzęcia
polnego, gdyż nie było pasterza, a moi pasterze nie troszczyli się
o moje owce, a sami się paśli pasterze, a moich owiec nie paśli,
dlatego wy, pasterze, słuchajcie słowa Pana! Tak mówi
Wszechmocny Pan: Oto Ja wystąpię przeciwko pasterzom i
zażądam od nich moich owiec, i usunę ich od pasienia moich
owiec, i pasterze nie będą już paść samych siebie. Wyrwę moje
owce z ich paszczy; nie będą już ich żerem” (Ez 34:7-10).
Pan powali wszystkich, którzy prawdę Bożą zamienili w
kłamstwo. Będzie to dzień strasznego gniewu Bożego, jaki
dosięgnie miliony tych, którzy drwili z dźwięku trąby, w dalszym
ciągu prowadząc życie w swej głupocie i obojętności. “Słońce i
księżyc będą zaćmione, a gwiazdy stracą swój blask. Pan
zagrzmi z Syjonu i wyda swój donośny głos z Jeruzalemu, tak że
zadrżą niebiosa i ziemia. Lecz dla swojego ludu Pan jest ucieczką
i twierdzą dla synów Izraela” (Jl 3:20-21).
Nadszedł Odkupiciel!
“Przyjdzie do Syjonu odkupiciel, i do tych, którzy się odwracają
od występków w Jakubie, mówi Pan” (Iz 59:20 BG). “Powstań,
zajaśnij, gdyż zjawiła się twoja światłość, a chwała Pańska
rozbłysła nad tobą” (Iz 60:1). “... ciemność okrywa ziemię i mrok
narody, lecz nad tobą zabłyśnie Pan, a jego chwała ukaże się nad
tobą” (Iz 60:2). Lud Pana, zwycięska oblubienica, wzniesie swój
wzrok i zaśpiewa: “Nadszedł nasz Król. Przyszedł, aby nas
wybawić! Będzie się nami opiekował i wprowadzi nas w obfitość
swego świętego miasta!”
Zwycięzcy powstaną razem, będą stanowić jedność i ukażą się
światu jako ciało Chrystusa na ziemi. Jednak to ciało już wkrótce
zjednoczy się ze swoją Głową. Głową tego cudownego ciała jest
Odkupiciel Syjonu. I zupełnie nieoczekiwanie pojawi się On w
swej świątyni, aby wznieść swój tron. Serca tych, którzy tęsknią
za Jego przyjściem nie będą się bać. Będą głosić Jego chwałę, aż
przyjdzie. Będą Go uwielbiać, aż do momentu
zmartwychwstania. Dni ich lamentowania przeminą. Chwała
Pana zawsze będzie na nich spoczywać, a ich serca skaczą z
radości, kiedy widzą, że coraz bliższy jest ten dzień. Gdy Pan
przebije się przez ciemne chmury sądu, odkupiona resztka głośno
zawoła, gdyż nagle staną przed Jego cudowną obecnością. Pełni
miłości będą patrzeć w Jego dostojną twarz, z radością i śpiewem
padną przed Nim i zawołają: “Wytrwaliśmy dla tej radości, która
nas oczekiwała! To jest nasza radość – Chrystus, Król chwały!
Hosanna temu, który wyratował nas od strasznych sądów, który
zachował nas w płomieniach ognia i odkupił nas swoją
wywyższoną i mocną prawicą.”
Tam, gdzie dawniej panował lęk przed śmiercią i zatraceniem,
teraz będzie jedynie doskonałość Jego wiecznej radości. On
postawi nasze stopy w kraju pełnym chwały i sam będzie naszą
świątynią. Tam nigdy już nie będziemy znienawidzeni, nigdy
więcej obciążeni bólem, nie będzie żadnych trosk ani niepokojów
o jutro, gdyż na wieki będziemy z Nim przebywać w domu!
Będziemy pić niebiańskie mleko i jeść anielskie potrawy. Nigdy
już nie obejrzymy się wstecz. Na zawsze przeminą wszystkie złe
przeczucia i obawy.
Dlaczego boimy się umierania? Dlaczego tak kurczowo i uparcie
trzymamy się tego przemijającego życia? Dlaczego boimy się
przekroczyć próg wieczności? Któż zamieniłby złote miasto
niebiańskie oraz wieczną radość Jego Królestwa Bożego na
nędzne, skażone i przemijające egzystowanie tu na ziemi?
Zmartwychwstałe życie
Czy Pan nasz nie powiedział, że jest zmartwychwstaniem i
życiem? Że każdy, który żyje i wierzy w Niego, nie umrze, lecz
ma życie wieczne? Tym wiecznym życiem wolno nam się
cieszyć już teraz! Pan pragnie swoją zwycięską resztkę
wprowadzić w MOC WIECZNEGO ŻYCIA.
Moc ta jest większa niż moc z okresu Zielonych Świąt. Jest ona
większa niż moc uzdrawiania chorych, wypędzania demonów i
dokonywania wielkich czynów. Jest ona również większa niż
moc bycia świadkiem. Ba, nawet większa niż moc wskrzeszenia
umarłych. Już wkrótce wszystkie te moce nie będą konieczne, bo
zrodzi się nowy świat. Nadchodzi świat, gdzie nie będzie już
ograniczonej miary Ducha Świętego. Tam nie trzeba będzie
wypędzać demonów, uzdrawiać chorych ani wskrzeszać
zmarłych. Nie będą już też potrzebni świadkowie. Jest to
wieczny świat, w którym wieczne życie przepływać będzie bez
końca we wszystkich, którzy są odkupieni. Możemy sobie tylko
wyobrażać jak to będzie, gdy znajdziemy się w posiadaniu pełnej
mocy i chwały życia wiecznego.
Bóg chce już teraz wprowadzić swoją świętą resztkę w moc
wiecznego życia. Nie znaczy to, że nie umrzemy, lecz że tak
bardzo przywłaszczymy sobie moc życia wiecznego na tej ziemi,
że będzie miało miejsce absolutne oddzielenie od świata i jego
roszczeń. Bóg chce mieć wolny lud, resztkę całkowicie oderwaną
od wszystkiego, co ziemskie i ograniczone czasem. Możliwe jest
wejście w sferę zmartwychwstania, która umieszcza nas poza
czasem, poza sposobem myślenia tego świata, poza
uzależnieniem od zdrowia i bezpieczeństwa, poza samą śmiercią.
Przywłaszczenie sobie mocy wiecznego życia daje wolność. Żyć
ze wzrokiem skierowanym ku wieczności, skupionym na Bożym
tronie, oznacza życie bez strachu przed tym, co ludzie mogliby
nam uczynić. Żyć w zmartwychwstałym stanie umysłu oznacza
nie trzymać się mocno niczego, co jest z tego świata i w tym
świecie.
Czy Jezus Chrystus jest dla swego ludu więcej niż życiem? Tak!
On jest dla nas życiem wiecznym! Wołajcie o tym głośno, święci
Pana! Powiedzcie to temu światu, ciału i diabłu: “Nigdy nie
umrę! Nie należę do tego straconego i ginącego świata! W
Chrystusie już teraz jestem wieczną istotą! Mój duch będzie żył z
Nim na wieki, a On da mi pełne chwały nowe ciało na swoje
podobieństwo!” Czyż nie jest to najwyższa moc, jaką Bóg może
ofiarować człowiekowi, że czyni go istotą wieczną, nieśmiertelną
duszą, która na zawsze będzie żyła w Jego obecności? Życie,
którym kiedyś w wieczności będę żył, przepływa we mnie już
teraz, wychodząc z tronu Bożego. Już tu i teraz mam przedsmak
tego dziedzictwa.
Mogę patrzyć z góry na ten stary, obciążony przekleństwem
grzechu świat i radować się: “O nikczemny świecie, który jesteś
siedliskiem demonów! Nie masz do mnie żadnego prawa, ani
żadnej władzy nade mną! Zostałem wyzwolony z twojej mocy.
Nawet grób w twoim prochu nie może mnie więzić! Już teraz
jestem obleczony wiecznym życiem z wysokości, życiem od
Boga, które nie ma początku ani końca!”
Uchwyć się wiecznego życia, zwycięska resztko! Życie w ciele,
którego teraz doświadczasz, jest niczym więcej niż parą, która
już wkrótce rozwieje się i zniknie. Wieczne życie wypływa z
tronu Bożego i jest ono również owocem, który odkupieni będą
spożywali z drzewa żywota po wieczne czasy. Jednak Bóg chce
nam objawić, że już teraz, w Duchu Świętym, możliwe jest
spożywanie przez wiarę tego owocu. Cóż to za niewysłowiona
radość – być odosobnionym i przebywać z Nim w komorze
modlitewnej i przez godziny pić ze źródła życia wiecznego i
spożywać owoc z drzewa żywota. Już opuszczając komorę
modlitewną możesz znajdować się w okręgach niebieskich w
Jezusie Chrystusie. Świat traci dla ciebie swój urok. Serce jest
odciągnięte od wszystkiego, co dawniej było dlań cenne. Uczucia
i pragnienia są przeobrażone i nakierowane na Królestwo
Niebiańskie, na sferę zmartwychwstania.
Pragnące serca, nasyćcie się!
Zwycięska resztka, w ostatnich dniach przed zniszczeniem, coraz
bardziej będzie pragnęła i łaknęła. Duch Święty wzbudzi w
oblubienicy Chrystusa nieodparte pragnienie świętości, czystości
i objawienia. Tu i tam, w całym kraju obserwuje się intensywny
głód i pragnienie pośród sprawiedliwych. Dochodzi do
radykalnego oddzielenia od świata oraz wszystkich jego
bałwanów i przyjemności. Słychać wołanie o ducha mądrości i
objawienia w poznaniu Chrystusa.
Sprawy materialne tracą swoją wartość dla tych, którzy należą do
tej oblubienicy. Duch Święty przyciąga ich serca do życia w
modlitwie i skruszeniu przed tronem Bożym. Porzucają oni
egoistyczne pragnienia i plany skupione na ludzkim ego. Teraz
liczy się jedynie doskonała wola Boża. Rozprawili się z ludzką
sferą sukcesu, ambicji i uznania, zadając jej śmiertelny cios, a
chwała Boża stoi teraz na pierwszym miejscu.
Słychać odgłosy uwielbienia i wysławiania Pana. Chrystus
zasiada na swoim tronie, a oni poddają się Jego panowaniu. W
tych ostatnich dniach przed zagładą nasz błogosławiony
Zbawiciel zajmuje się przygotowywaniem uczty pełnej dobrych
rzeczy. Nie są to nędzne żywioły tego świata, ani materializm, za
którym uganiają się ci, którzy pozbawieni są umiejętności
rozróżniania. Są to natomiast błogosławieństwa i radość samego
Nieba. Zwycięska resztka jest w stanie stawić czoła każdemu
piecowi ognistemu, mając serca pełne pokoju i zaspokojenia.
Trąbcie na rogu na Syjonie! Bóg zachował sobie resztkę obmytą
we krwi Chrystusa, przyodzianą w nieskazitelne szaty,
oddzieloną dla Króla Chwały, trzymającą wysoko płonące lampy,
wychodzącą na spotkanie Oblubieńca w mocy życia, które nie
ma końca! Pijcie do dna święci Pańscy, pijcie ze źródła życia
wiecznego!
“Wyjdźcie z niego, ludu Mój!”
“Wyjdźcie z niego, ludu mój, abyście nie byli uczestnikami jego
grzechów i aby was nie dotknęły plagi na niego spadające” (Obj
18:4).
Wyjdźcie ze śpiących, martwych kościołów. Wyjdźcie z
chciwych społeczności, nastawionych jedynie na dobrobyt.
Wyjdźcie z letnich, dbających o życie towarzyskie zborów, które
utraciły chwałę Pańską. Wyjdźcie z idących na kompromis,
obciążonych grzechem, liberalnych świątyń! Wyjdźcie z
Kościoła Katolickiego, oddającego cześć Marii! Wyjdźcie z
każdego kościoła i każdej społeczności, gdzie brak jest ognia
Ducha Świętego, gdzie nie ma uderzającego przekonania o
grzechu, ani łaknienia za świętością. Wyjdźcie z legalistycznych
kościołów i wspólnot, gdzie głosi się zbawienie z uczynków.
“Uchodźcie z pośrodka Babilonu i niech każdy ratuje swoje
życie, abyście nie zginęli przez jego winę, gdyż jest to czas
pomsty dla Pana, On odda mu to, na co zasłużył! Babilon jest
złotym kubkiem w ręku Pana, upijającym całą ziemię. Z jego
wina piły narody, dlatego też narody oszalały. Babilon padł
znienacka i został rozbity. Biadajcie nad nim, weźcie balsamu na
jego ból, może da się go wyleczyć” (Jr 51:6-8).
Wyzwólcie się z nauk, które rozbudzają pożądanie pieniądza,
sławy i sukcesu. Wyjdźcie ze wszystkich skupionych na
człowieku religijnych instytucji, które są po dwakroć martwe i
wyrwane z korzeniami. “Wyjdź z jego pośrodka, mój ludu, i
niech każdy ratuje swoje życie przed żarem gniewu Pana!” (Jr
51:45).
Wyjdźcie i porzućcie fałszywych proroków, których oczy
wypatrują złota i chwały. Porzućcie każdego posługującego czy
ewangelistę, który czyni was beztroskimi na Syjonie i pociesza
chrześcijan fałszywym poczuciem bezpieczeństwa. “Dalej, dalej!
Wyjdźcie stąd! Nie dotykajcie nic nieczystego! Wyjdźcie spośród
niego! Oczyśćcie się, wy, którzy niesiecie naczynia Pańskie!” (Iz
52:11 BT).
“Gdyż aż do nieba dosięgły grzechy jego i wspomniał Bóg na
jego nieprawości” (Obj 18:5). Czyje grzechy? Grzechy
odstępczego, letniego kościoła oraz zbiorowe grzechy narodu,
którego kielich nieprawości jest pełny. Jakże możemy mieć
śmiałość wierzyć, iż Bóg nie widział naszej nieuleczalnej
nikczemności! Mieszkańcy Niniwy i Sodomy wołają o
sprawiedliwość. Są oni naszymi oskarżycielami. Niniwa
pokutowała po usłyszeniu jednego kazania – Ameryka odrzuciła
mnóstwo poselstw ewangelizacyjnych i ostrzeżeń. Sodoma nie
miała ewangelii, nie miała całych armii kaznodziei, jej fale eteru
nie były też zalane ostrzeżeniami przed nadchodzącym sądem.
Tak jak w przypadku Sodomy, Niniwy, Jerozolimy i Judy,
również i nasze grzechy dosięgły nieba, a Bóg postanowił
sprowadzić swój sąd. Wszystkie owe miasta upadły, a teraz i my
stoimy przed ławą Bożego sądu.
Kto się obudzi i weźmie sobie do serca nawoływanie Pana do
wyjścia oraz oddzielenia się, do oczyszczenia się ze wszystkich
nieprawości kościoła i społeczeństwa? Nie postępujcie tak jak
ongiś Izrael, i nie myślcie, że dni sądu są bardzo odległe. “Synu
człowieczy! Oto dom izraelski mówi: Widzenia, które ten ogląda
dotyczą późniejszych dni, i o dalszych czasach on prorokuje.
Dlatego tak powiedz im: Tak mówi Wszechmogący Pan: Żadne
słowo, które Ja wypowiadam, już się nie odwlecze; słowo, które
Ja wypowiadam, spełni się – mówi Wszechmocny Pan” (Ez
12:27-28).
Słowa pocieszenia dla Syjonu –
świętej resztki Bożej
“Syjon okupi się poszanowaniem prawa, a jego nawróceni
sprawiedliwością. I stanie się mocarz podpałką, a dzieło jego
iskrą. Zapłoną razem oboje, a nikt nie ugasi” (Iz 1:27,31 BT).
“Wykrzykuj i śpiewaj radośnie, mieszkanko Syjonu, bo wielki
jest pośród ciebie Święty Izraelski” (Iz 12:6).
“Wzmocnijcie opadłe ręce i zasilcie omdlałe kolana! Mówcie do
zaniepokojonych w sercu: Bądźcie mocni, nie bójcie się! Oto
wasz Bóg! Nadchodzi pomsta, odpłata Boża! On sam przychodzi
i wybawi was! I będzie tam droga bita, nazywana Drogą Świętą.
Nie będzie nią chodził nieczysty; będzie ona tylko dla jego
pielgrzymów. Nawet głupi na niej nie zabłądzi. Nie będzie tam
lwa i zwierz drapieżny nie będzie po niej chodził, tam się go nie
spotyka. Lecz pójdą nią wybawieni. I wrócą odkupieni przez
Pana, a pójdą na Syjon z radosnym śpiewem. Wieczna radość
owionie ich głowę, dostąpią wesela i radości, a troska i
wzdychanie znikną” (Iz 35:3-4,8-10).
“Głos mówi: Zwiastuj! I rzekłem: Co mam zwiastować? To:
Wszelkie ciało jest trawą, a cały jego wdzięk jak kwiat polny.
Trawa usycha, kwiat więdnie, gdy wiatr Pana powieje nań.
Zaprawdę: Ludzie są trawą! Trawa usycha, kwiat więdnie, ale
słowo Boga naszego trwa na wieki. Wyjdź na górę wysoką,
zwiastunie dobrej wieści, Syjonie! Podnieś mocno swój głos,
zwiastunie dobrej wieści, Jeruzalem! Podnieś, nie bój się! Mów
do miast judzkich: Oto wasz Bóg! Oto Wszechmocny. Pan
przychodzi w mocy, Jego ramię włada. Oto ci, których sobie
zarobił, są z nim, a ci, których wypracował, są przed nim. Jak
pasterz będzie pasł swoją trzodę, do swojego naręcza zbierze
jagnięta i na swoim łonie będzie je nosił, a kotne będzie
prowadził ostrożnie” (Iz 40:6-11).
“Gdyż Pan pocieszy Syjon, pocieszy wszystkie Jego rozpadliny.
Uczyni z jego pustkowia Eden, a z jego pustyni ogród Pana,
radość i wesele zapanują w nim, pieśń dziękczynna i dźwięk
pieśni. Bardzo blisko jest moja sprawiedliwość, moje zbawienie
nastaje, a moje ramiona będą sądzić ludy, wyczekują mnie
wyspy, tęsknie wyglądają mojego ramienia. Podnieście ku niebu
oczy i spojrzyjcie na ziemię w dole! Gdyż niebiosa rozwieją się
jak dym, ziemia rozpadnie się jak szata, a jej mieszkańcy poginą
jak komary, lecz moje zbawienie będzie trwać wiecznie, a moja
sprawiedliwość nie ustanie” (Iz 51:3,5-6).
“O jako piękne są na górach nogi tego, co pocieszne rzeczy
zwiastuje, i opowiada pokój; tego, co zwiastuje dobre, i
opowiada zbawienie, a mówi do Syjonu: Bóg twój króluje!” (Iz
52:7 BG).
“Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie,
by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc
złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom
swobodę; aby obwieszczać rok łaski Pańskiej, i dzień pomsty
naszego Boga; aby pocieszać wszystkich zasmuconych, by
rozweselić płaczących na Syjonie, aby im wieniec dać zamiast
popiołu, olejek radości zamiast szaty smutku, pieśń chwały
zamiast zgnębienia na duchu. Nazwą ich terebintami [drzewami
– anglojęzyczny przekład KJV] sprawiedliwości, szczepieniem
[szczepem – BW] Pana dla Jego rozsławienia” (Iz 61:1-3 BT).
“Podnieście chorągiew ku Syjonowi; chrońcie się, nie
przystawajcie, bo Ja sprowadzam z północy nieszczęście i wielką
klęskę!” (Jr 4:6).
“Pan zagrzmi z Syjonu i wyda swój donośny głos z Jeruzalemu,
tak że zadrżą niebiosa i ziemia. Lecz dla swojego ludu Pan jest
ucieczką i twierdzą dla synów Izraela” (Jl 3:21).
“A na górze Syjon będzie wybawienie [będą ci, którzy uciekną –
anglojęzyczny przekład autorstwa H. Spurrell], a ta góra będzie
święta, i posiądzie dom Jakubowy posiadłości swe” (Ab 1:17
BG).
Zapomnieliśmy jak się rumienić ze wstydu!
(We Have Forgotten How To Blush!)
David Wilkerson
21 sierpnia 1989
"Albowiem od najmniejszego do największego wszystkich ogarnęła żądza zysku: od proroka do
kapłana - wszyscy popełniają oszustwa" (Jeremiasza 6,13 BT). "Czy się wstydzą, że popełnili
obrzydliwość? Oni nie potrafią się wstydzić, nie umieją także się rumienić. Dlatego padną wśród
poległych, runą, gdy ich nawiedzę - mówi Pan" (Jeremiasza 6,15).
Prorok Jeremiasz widział straszny stan ogarniający lud Boży. Dla ukrycia swoich grzechów zaczęli
żyć za fasadą powierzchownego pokoju i bezpieczeństwa. Żądza i chciwość tak bardzo pochłonęły
ich serca, że kamuflowali swoje zranienia przy pomocy fałszywego skruszenia przed Panem. Całe
ich życie stało się powierzchowne: powierzchowne łzy, powierzchowne upamiętanie, a nawet
powierzchowne uzdrowienie.
Lud Boży zatracił swoje poczucie wstydu i żalu z powodu grzechu - grzechu w społeczeństwie,
grzechu w kościele, grzechu w ich własnym życiu. Nie odczuwali już więcej Bożej nienawiści i
gniewu w stosunku do grzechu. Grzech stał się "po prostu jedną z tych rzeczy".
Jeremiasz wołał: "Czy się wstydzą, że popełnili obrzydliwość? Oni nie potrafią się wstydzić, nie
umieją także się rumienić..." (Jeremiasza 6,15).
Czym jest rumienienie się od Ducha Świętego?
Rumienienie się od Ducha Świętego to nie tylko czerwone policzki ze zwykłej skromności. Jest to
odczuwanie, że jest się zranionym, zawstydzonym, zrujnowanym - zrozpaczonym z powodu tego,
że imię i czystość Jezusa, naszego Pana, zostały podeptane, że Jego reputacja została splamiona.
Jeremiasz daje nam obraz strasznego moralnego upadku, jaki pojawił się w Izraelu oraz domu
Judy:
"Przebiegnijcie ulice Jeruzalemu, rozejrzyjcie się i przekonajcie się, i poszukajcie na jego placach,
czy znajdziecie takiego, czy jest ktoś taki, kto przestrzega prawa, kto szuka prawdy - a przebaczę
mu! A gdy mówią: "Żyje Pan" - przysięgają fałszywie. Panie, czy twoje oczy nie są nakierowane
na prawdę? Ty ich smagasz, lecz oni nie czują bólu, Ty ich wytracasz, lecz oni nie przyjmują
karcenia; uczynili swoje oblicze twardsze niż skała, nie chcą się nawrócić" (Jeremiasza 5,1-3).
Lud Boży słuchał przesłania pełnego ognistej prawdy - jednak odwrócili się od niego. Oni
buntowali się przeciwko temu! Przeczytaj to jeszcze raz: "... uczynili swoje oblicze twardsze niż
skała, nie chcą się nawrócić" (Jeremiasza 5,3). Oni popełniali cudzołóstwo przez baraszkowanie z
nierządnicami oraz pożądanie żon swoich bliźnich. W 11 wersecie Jeremiasz nazwał to zupełnym
sprzeniewierzeniem się Panu!
Pomimo tych wszystkich proroczych ostrzeżeń Jeremiasza, ci ludzie szli swoją drogą wesela,
mówiąc: "... nie przyjdzie na nas nic złego, a miecza i głodu nie zobaczymy" (Jeremiasza 5,12).
"Sąd nie jest Bożym przesłaniem dla nas" - mówili.
Ich bojaźń Boża zanikała. W sercach całych mas ludu Bożego narastał oporny, buntowniczy duch:
" Naród ten ma serce oporne i buntownicze... I nie pomyśleli w swoim sercu: Bójmy się Pana,
naszego Boga..." (Jeremiasza 5,25-26 BT)
Oni cieszyli się wielkim dobrobytem, ale stał się on sidłem. Ta pułapka doprowadziła do oszustwa i
w końcu ich domy stały się jaskiniami niegodziwości. Oni przymykali oczy na grzech - grzech,
który powinien był ich głęboko zasmucić.
"Jako klatka pełna ptaków, tak domy ich pełne są zdrady; przetoż się wzmogli i zbogacili. Roztyli,
lśnią się, i innych w złościach przewyższają; sprawy nie sądzą, ani sprawy sierotki; wszakże się im
szczęści, chociaż sprawy ubogiego nie rozsądzili." (Jeremiasza 5,27-28 BG).
Bóg ostrzegał Swój lud, aby zważali na polecenia Słowa, które było im przynoszone, w
przeciwnym wypadku Bóg ich opuści. "Pozwól się ostrzec, Jeruzalemie, aby moja dusza nie
odwróciła się od ciebie..." (Jeremiasza 6,8). Jeszcze raz Bóg powiedział: "Mówię bardzo jasno!
Ostrzegam! Ale kto tego słucha?"
"Do kogo mam przemówić, kogo mam przestrzec, aby słuchali? Oto ich ucho jest nieobrzezane,
więc nie mogą słyszeć. Oto słowo Pana stało się dla nich przedmiotem drwiny, nie mają w nim
upodobania" (Jeremiasza 6,10).
W oryginale hebrajskim napisane jest, że ludzie stali się znużeni napominaniem. Zmęczyło ich
bycie zdemaskowanym i chłostanym przez Słowo Boże. Kiedyś mieli upodobanie w Jego Słowie.
Było ono dla nich taką radością, jaką jest miód dla duszy. Jednak teraz nie znajdowali w nim
przyjemności. Dlaczego?
"Zdobyli warowne grody i żyzną ziemię! I wzięli w posiadanie domy pełne wszelkiego dobra,
drążone cysterny, winnice, gaje oliwne i drzewa owocowe w obfitości. Jedli tedy i byli syci, utyli i
opływali w dostatki dzięki wielkiej twojej dobroci. Wtedy stali się oporni i zbuntowali się przeciwko
tobie, i odrzucili od siebie twój zakon, zabili twoich proroków, którzy ich ostrzegali, aby ich
nawrócić do ciebie, i popełnili wielkie bluźnierstwa" (Nehemiasza 9,25-26).
Dlaczego odwrócili się od ostrych ostrzeżeń udzielanych przez stróżów? Ponieważ dotknięty został
sam korzeń [nerw]. Ich bałwochwalstwo, pożądanie i chciwość były demaskowane. Popełniali
ukryty grzech. "Albowiem od najmniejszego do największego wszystkich ogarnęła żądza zysku: od
proroka do kapłana..." (Jeremiasza 6,13 BT).
Zarówno za kazalnicą, jak i wśród słuchających, serca ludu Bożego były wiedzione na manowce
przez pożądliwość i chciwość. Ale oni znajdowali sobie wytłumaczenia i usprawiedliwienia na to
wszystko! Nie mieli poczucia wstydu! Nie czerwienili się! Nikt nie był w stanie uwierzyć w to, że
prorok mówił osobiście do niego.
Bóg ustanawia stróżów nad Swoim ludem
Pan powiedział: "Postawiłem też nad wami stróżów, aby wołali: Uważajcie na głos trąby! Lecz oni
odpowiedzieli: Nie będziemy uważali" (Jeremiasza 6,17).
Lud boży odwrócił się od ostrzeżeń swoich proroków i strażników posłanych przez Boga i zaczął
chodzić za pragnieniami oraz wyobrażeniami własnego serca.
Dlaczego lud Boży odmawiał posłuchu prorokom, jeżeli wiedział, że to sam Bóg ustanowił tych
ludzi nad nimi? Oni nie spierali się co do tego, że to Bóg namaścił i posłał ich. Dlaczego więc nie
dawali im posłuchu? Dlaczego realizowali własne plany i zajmowali się własnymi sprawami?
Odpowiedź na to można znaleźć w 16 rozdziale IV Księdze Mojżeszowej, gdzie opisany jest bunt
Koracha, Datana, Abirama i Ona. Tych czterech ludzi powstało wraz z 250 innymi szanowanymi
spośród zgromadzenia, aby kwestionować zwierzchność Mojżesza.
"Połączyli się, by wystąpić przeciwko Mojżeszowi i Aaronowi, i rzekli do nich: Dość tego! Cały
bowiem zbór, wszyscy w nim są święci, i Pan jest wśród nich; dlaczego więc wynosicie się ponad
zgromadzenie Pańskie? Gdy to Mojżesz usłyszał, padł na oblicze swoje" (4 Mojżeszowa 16,3-4).
To jest duch stojący za wszelkim buntem oraz odrzuceniem prawdziwych ostrzeżeń zza kazalnicy.
Buntownicza osoba mówi w swoim sercu: "Pastorze, - proroku, - stróżu - nie jesteście jedynymi,
do których mówi Bóg. My także słyszymy Boga. My też jesteśmy święci. Myśli Boże są nam
objawiane. Bierzecie zbyt wiele na siebie. Wywyższacie siebie ponad zgromadzenie."
Kiedy Mojżesz to usłyszał, upadł na swoją twarz przytłoczony żalem. Jego duszę ogarnął święty
gniew. Nie był zły z powodu tego, że jego słowo, czy zwierzchność były kwestionowane. On nie
zabiegał o posiadanie zwierzchności. Wiedział, że oni nie odrzucali jego osobiście czy też jego
słowa, ponieważ został wybrany i postawiony przez samego Boga. Mojżesz ubolewał, ponieważ
oni odrzucili Boga! "Ty i cały twój zastęp zgromadziliście się przeciwko Panu" (4 Mojżeszowa 16,16
KJV).
Mojżesz mógł powiedzieć: "O Boże, ci ludzie nie są moim ludem. To nie jest moje dzieło.
Postawiłeś mnie tutaj i powiedziałeś mi, co mam mówić. Wszystkie te moje słowa i te wszystkie
czyny - nie uczyniłem ich na podstawie własnego zamysłu (werset 28). Ja wypowiedziałem
zamysł Boga."
Pan zawsze stoi na straży tych, którzy są prawdziwie namaszczeni, a wszystko co jest z ciała
szybko doprowadza do upadku. "Ziemia rozwarła swoją czeluść i pochłonęła ich oraz ich domy...
Oni zaś wpadli ze wszystkim, co mieli, żywcem do podziemi... Ogień też wyszedł od Pana i
pochłonął owych dwustu pięćdziesięciu mężów, którzy ofiarowali kadzidło" (4 Mojżeszowa 16,32-
35).
Nie pragnę wcale sprawować jakiegokolwiek rodzaju zwierzchności nad ludem Bożym. Mogę
powiedzieć za Mojżeszem: "Nie wziąłem od nich [niczego], ani też nikogo z nich nie
skrzywdziłem" (4 Mojżeszowa 16,15).
Jednak jedną rzeczą, co do której jestem pewien jest: Bóg przysłał mnie tutaj do Nowego Jorku.
On przysłał mnie jako stróża, abym ostrzegał, wołał głośno i nie szczędził. Nie troszczę się o to,
czy kogoś wystraszyłem, ani tez nie usiłuję sprowadzić na kogoś lęku przed moim
namaszczeniem.
Niemniej jednak ja i inni pastorzy kościoła Times Square Church - zarówno jak i inni stróże -
zostaliśmy postawieni na to miejsce przez Pana. Razem ze mną są oni odpowiedzialni za wasze
dusze.
Wasza odpowiedź posłuszeństwa Panu nie jest kwestią udawania się do waszej komory
modlitewnej, a później przychodzenia do domu Bożego dla wysłuchania Jego słowa, tak abyście
mogli porównać je z tym, co sami słyszycie od Pana - wyszukując i wybierając sobie tak, jak to
odpowiada waszemu nastawieniu umysłu. Słuchałem innych prawdziwie namaszczonych proroków
i stróżów, a Słowo które oni przynosili nie tylko mnie ubłogosławia - ono wzbudza terror w mojej
duszy! Nie osądzam ich słów na podstawie tego, co ja uznaję za słuszne. Przyjmuję je, kiedy
wiem, że jest ono ugruntowane na fundamencie świętego słowa Bożego i jest przyniesione w
świętości.
Dlaczego jesteśmy tutaj w Nowym Jorku? Dlaczego kościół Times Square Church został
wzbudzony w tym czasie i na tym miejscu? Jesteśmy tu po to, aby rozbudować ciało do
prawdziwego obrazu Chrystusa. Jesteśmy tu po to, aby rozbijać każdego bałwana, który chciałby
spróbować zmieszać nas ze światem. Jesteśmy tu po to, aby płakać nad wami, aby strzec waszej
duszy oraz wywoływać was z tego świata. Jesteśmy tu po to, aby podtrzymywać powagę krzyża!
Jest pewne dostojeństwo w chodzeniu w świętości i czystości. Kościół zwyciężający świat ma takie
dostojeństwo. Jesteśmy tu po to, aby włożyć na wasze twarze rumieńce Ducha Świętego, z
powodu Bożego ubolewania i zranienia powodowanego grzechem.
Zadaniem stróża jest wyjawienie skrytości
grzechu -
oraz przyniesienie Bożych rumieńców do naszej
duszy!
Ezdrasz był stróżem, który był tak przybity przez grzechy ludu Bożego, że nie był w stanie patrzeć
Bogu w oczy. "Lecz w czasie ofiary wieczornej otrząsnąłem się z mojego przygnębienia i w swojej
rozdartej szacie i płaszczu padłem na kolana, a wzniósłszy swoje ręce do Pana, mego Boga,
rzekłem: Boże mój! Wstydzę się i nie ośmielam się [rumienię się KJV] nawet podnieść swojego
oblicza do ciebie, Boże mój, gdyż nasze winy wyrosły nam ponad głowę, a nasze grzechy dosięgły
aż nieba" (Ezdrasza 9,5-6).
Ezdrasz odczuwał tak głęboki wstyd przed Panem, że rumienił się z powodu grzechu, który wkradł
się pomiędzy Bożą resztkę, jaka pozostała jeszcze na ziemi. Ta resztka, która wróciła do
Jerozolimy liczyła zaledwie 42 337 osób. To jest mała grupa w porównaniu z prawie 3 milionami,
które wyszły z Egiptu. Ta malutka resztka, która stanowiła mniej niż 2 procenty reprezentowała
wieczny cel Boga na ziemi. Niestety oni przymknęli oczy na grzech i byli pochłonięci przez
kompromis - bez najmniejszego odcienia poczucia winy bądź wyrzutu sumienia.
Nagle Ezdrasz pojawił się pośrodku nich. Mamy tutaj męża Bożego z głębokim żalem z powodu
grzechu, człowieka który rumienił się ze wstydu za nich. Oni naprawdę stali się tak nikczemni, że
Ezdrasz powiedział: "Nie możemy stanąć przed Bogiem z powodu tego wszystkiego."
Umiłowani, jeśli mamy zamiar stać przed Panem w tych dniach rozprzestrzeniającego się
kompromisu, to potrzeba będzie znacznie więcej niż dawaliśmy Bogu do tej pory. To będzie nas
kosztować tyle, co Ezdrasza!
1. Będziemy musieli zacząć traktować rzeczy Boże
o wiele bardziej na serio, niż robiliśmy to do tej pory
Kiedy Bóg jest bliski dokonania nowego dzieła, to wylewa ducha gorliwości na Swoją resztkę. Nie
możemy już dłużej być duchowo leniwi, zadowoleni z siebie, nonszalanccy i lekkoduszni
[niefrasobliwi]. Musimy stać się gorliwi, pełni żaru i pasji dla Chrystusa, mając głębokie i poważne
uczucia względem pracy Bożej. Bóg wzbudza dzisiaj ludzi, którzy nienawidzą grzechu i drżą przed
Jego Słowem. Jego resztka musi słuchać i wierzyć świętym prorokom. Oni nie mogą się wahać i
stawać się letnimi. Zamiast tego muszą stawać się bardziej gorliwi i na serio względem Boga w
miarę upływu dni.
Pomyślcie o gorliwości Ezdrasza. Przypatrzcie się z bliska jego pasji przeciwko każdej rzeczy, która
rani Boga, a zobaczycie jego absolutną nienawiść dla mieszania się ze światem. "Gdy usłyszałem
te słowa, rozdarłem swoją szatę i płaszcz i rwałem włosy ze swojej głowy i brody, i usiadłem
przybity. Wtedy zgromadzili się wokoło mnie wszyscy, którzy przerazili się słowami groźby Boga
izraelskiego, z powodu wiarołomstwa tych, którzy powrócili z niewoli, ale ja siedziałem przybity aż
do wieczornej ofiary" (Ezdrasza 9,3-4).
Drodzy święci, mamy tutaj wierzących, którzy się rumienią! Wierzących, którzy gromadzą się
wokół proroka ze skruszonym sercem i także stają się gorliwi względem Bożej czci. Oni wiedzą, że
dzieje się coś bardzo niebezpiecznego i podzielają Boży żal. Całe domostwo ludu Bożego próbuje
zintegrować się ze światem. Obce żony stoją przy ołtarzu. Święte nasienie jest wymieszane. Ci
rumieniący się wierni wiedzą, ze diabeł próbuje asymilować ich i pochłonąć Boże świadectwo
świętości oraz oddzielenia się od świata.
Cóż za scena! Ezdrasz siedział niczym stos pobożnego smutku, wyrywając sobie włosy i brodę
"...z powodu wiarołomstwa tych, którzy powrócili z niewoli [zostali zmiecieni KJV]" (Ezdrasza 9,4).
Jeden za drugim, wszyscy którzy mieli drżące serca zgromadzili się wokół niego. Bóg miał tylko
jednego człowieka, który rumienił się z powodu grzechu - i to przez niego wzbudził ciało
lamentujących:
"A gdy się modlił Ezdrasz, i wyznawał grzechy z płaczem, leżąc przed domem Bożym, zebrało się
do niego z Izraela zgromadzenie bardzo wielkie mężów i niewiast i dziatek; a płakał lud wielkim
płaczem." (Ezdrasza 10,1 BG).
To właśnie to przyciągnęło wielu z was do tego zboru - wołanie za świętością i oddzieleniem się
od świata! Odczuwaliście Boży smutek z powodu grzechu i zarumieniliście się ze wstydu.
Chcieliście zacząć traktować na serio chodzenie z Bogiem.
Nehemiasz miał tą samą gorliwość dla Boga. "Przyszedł jeden z moich braci, Chanani, a z nim
niektórzy mężowie z Judy. Zapytałem ich wtedy o ocalałych Żydów, którzy przeżyli niewolę i o
Jeruzalem. A oni rzekli do mnie: Ci pozostali, którzy przeżyli niewolę, znajdują się w tamtejszym
okręgu w wielkiej biedzie i pohańbieniu; wszak mur Jeruzalemu jest zwalony, a jego bramy
spalone ogniem. A gdy usłyszałem te słowa, usiadłem i zacząłem płakać, i smuciłem się przez
szereg dni, poszcząc i modląc się przed Bogiem niebios" (Nehemiasza 1,2-4).
Resztka powróciła do świętego miejsca, ale wkradły się hańba i letarg. Rzeczy nadal pozostawały
w stanie ruiny. Nie dokonywał się żaden duchowy postęp.
Pismo mówi, że Nehemiasz zaczął płakać, lamentować oraz modlić się "dniem i nocą"
(Nehemiasza 1,6). To nie była kwestia tego, że Bóg budził go w środku nocy i zrzucał brzemię na
jego duszę. Nie! "...Zapytałem ich wtedy o ocalałych Żydów [ocalałą resztkę KJV]..." (Nehemiasza
1,2). Ten mąż Boży zainicjował to brzemię! On prosił o nie!
W podobny sposób Daniel spędzał godziny, dnie i tygodnie studiując Słowo Boże. Bóg nie zrzucił
na jego serce nadprzyrodzonego brzemienia. To raczej Daniel korzył własne serce. On wytworzył
w sobie i pielęgnował prawdziwe brzemię dla ludu Bożego poprzez pilne studiowanie i zdobywanie
zrozumienia tego, co mówił Bóg. "I zwróciłem swoje oblicze na Pana, Boga, aby się modlić,
błagać, w poście, we włosiennicy i popiele" (Daniela 9,3).
Porozmawiajmy na temat gorliwości, rumienienia się, lamentowania i płakania! Daniel powiedział:
"...ja, Daniel, byłem w żałobie przez trzy tygodnie. Nie jadłem smacznych potraw, ani mięsa, ani
wina nie brałem do ust, nie namaszczałem się olejkiem, aż upłynęły trzy tygodnie... i nie miałem
żadnej siły" (Daniela 10,2-3.8).
Kiedy ręka Boża dotknęła Daniela, takie słowa wyszły od tronu Bożego: "...od pierwszego dnia,
gdy postanowiłeś zrozumieć i ukorzyć się przed swoim Bogiem, słowa twoje zostały wysłuchane,
a ja przyszedłem z powodu twoich słów!" (Daniela 10,12). W języku hebrajskim słowo "ukorzyć"
oznacza obchodzić się szorstko z ciałem w celu doprowadzenia go do posłuszeństwa. Paweł także
powiedział: "...ciało moje ujarzmiam..." (1 Koryntian 9,27).
Wielu z nas jest, jak małe dzieci, nie potrafiące na dłuższy czas skupić swojej uwagi. Irytujemy się
pod brzemieniem gorliwości. Stale popadamy w odstępstwo, wracając na nasze stare ścieżki
duchowego lenistwa oraz pobłażania sobie.
Noe żył z wielką intensywnością przesłania o sądzie dotyczącym zniszczenia ziemi. Przez 120 lat
był on "pełen bojaźni" (Hebrajczyków 11,7). On nigdy nie uchylał się od brzemienia Pańskiego.
On brał to na serio, ponieważ wiedział, że Bóg nie rzuca słów na wiatr.
Niech ten świat się śmieje, powiedział Noe. Niech inni sobie mówią: "To zbyt ciężkie! Nie potrafię
tak żyć! To zbyt mroczne!" Noe pielęgnował to brzemię. Przez 120 lat ono pozostawało świeżym
w jego sercu i Noe robił to, co Pan mu powiedział - aż do ostatniej godziny.
Bóg wyjawiał mi mój własny brak gorliwości. W każdym z nas są pewne pragnienia czy tendencje,
które odciągają nas od Boga, bądź też okradają Go z naszego czasu, pieniędzy lub społeczności z
Nim. Często te rzeczy nie są złe same w sobie. Nawet hobby dają szatanowi możliwość
wykorzystania ich dla zabrania czasu i odciągnięcia naszego serca od Boga.
Jednak właśnie teraz Bóg wstrząsa tymi wszystkimi, którzy marnują czas, łamią przysięgi oraz
przymierze z Nim! Pan pragnie mieć dziś ludzi, którzy są całkowicie oddani Jego pracy, ludzi,
którzy są gorliwi, żarliwi i skruszeni - oddający każdą zaoszczędzoną godzinę i dolara na to, co
reprezentuje Jego obiekt zainteresowania na ziemi.
2. Będziemy musieli pójść o wiele dalej niż wskazywanie
na grzechy innych oraz wyznawanie własnych błędów Bogu!
Wszyscy ci lamentujący, rumieniący się mężowie Boży ze skruszonym sercem mieli jedną wspólną
cechę: oni utożsamiali się z grzechem pozostałej resztki!
Oni nigdy nie mówili tak, jak obłudnicy: "Dzięki Bogu, że nie jestem, jak ci inni." Oni rumienili się
z powodu wymieszania się ze światem, którego skutkiem było cudzołóstwo, zdrada i kompromis.
Ale oni pokornie modlili się: "Boże, również i ja jestem winny". Nie winni tych strasznych
grzechów, ale winni braku chwały Bożej w nich.
Ezdrasz modlił się: "...Boże mój! Wstydzę się i nie ośmielam się nawet podnieść swojego oblicza
do ciebie, Boże mój, gdyż nasze winy wyrosły nam ponad głowę, a nasze grzechy dosięgły aż
nieba... [wszystko], co spadło na nas [spadło] z powodu naszych złych uczynków i wielkiej naszej
winy... Oto stoimy przed twoim obliczem splamieni winą, choć nie godzi się nam z tego powodu
stać przed twoim obliczem" (Ezdrasza 9,6.13.15). "A gdy się modlił Ezdrasz, i wyznawał grzechy z
płaczem, leżąc przed domem Bożym..." (Ezdrasza 10,1 BG).
Nehemiasz modlił się: "...zgrzeszyliśmy wobec ciebie; także ja i dom mojego ojca zgrzeszyliśmy.
Niecnie postąpiliśmy wobec ciebie... " (Nehemiasza 1,6-7).
Również Daniel utożsamiał się z grzechami ludu Bożego. Modlił się tak: "Zgrzeszyliśmy,
zawiniliśmy i postępowaliśmy bezbożnie, zbuntowaliśmy się i odstąpiliśmy od twoich przykazań i
praw. I nie słuchaliśmy twoich sług, proroków, którzy w twoim imieniu przemawiali do naszych
królów, naszych książąt, naszych ojców i do całego pospólstwa... mówiłem, modliłem się i
wyznawałem mój grzech i grzech mojego ludu..." (Daniela 9,5-6.20).
Oni wszyscy byli świętymi mężami, bez zarzutu przed Bogiem. Oni nie szli na kompromis, nie
mieszali się ze światem. Jednak stali w wyłomie, wyznając zarówno grzechy ludu jak i swoje
własne.
Jeśli pójdziesz tą sama ścieżką, co ci mężowie i mocno postanowisz w swoim sercu szukać Pana,
tak jak oni to zrobili - poszcząc, modląc się, płacząc, lamentując, rumieniąc się z powodu grzechu
- to będzie to miało taki sam skutek w twoim przypadku. Boża ręka dotknie cię i Bóg przyśle do
ciebie Swoje Słowo. Będziesz podzielał to, co jest w sercu samego Boga. Wejdziesz w Jego
obecność pełną chwały. A kiedy już tam będziesz zrozumiesz, jak bardzo brakowało nam
wszystkim Jego chwały.
Pozwólcie, że się z wami podzielę kluczem do tego, co Bóg usiłuje nam pokazać:
Ezdrasz leżał na ziemi przed domem Bożym. On jeszcze nie powstał przed ludem ze słowem od
Boga. Najpierw uniżył samego siebie przed całym ludem.
Kiedy Daniel usłyszał, jak Bóg do niego mówi, powiedział: "...padłem na twarz nieprzytomny i
leżałem twarzą ku ziemi (Daniela 10,9). Jan mówi: "...gdy go ujrzałem, padłem do nóg jego jakby
umarły..." (Objawienie 1,17).
Drodzy święci, jaki owoc przynosi w was wasze modlenie się i szukanie Boga? Czy to sprawia, że
padacie na twarz, że jesteście rzucani na ziemię przed domem bożym, jakbyście byli martwi?
Chcę widzieć taki rodzaj wierzących: wzdychających, płaczących, rumieniących się - nie
poszukiwaczy dreszczyków emocji, chrześcijan poszukujących rozrywki i zabawy, bądź takich,
którzy są pedantyczni i perfekcyjni. Chcę widzieć tych, którzy potrafią przyznać: "Jeszcze tam nie
dotarłem. Zawiodłem Boga. Bardzo ubolewam z tego powodu, ale wierzę, że Bóg może mnie
dotknąć i uzdrowić."
Boże, ześlij więcej uchybień na Twoje ciało! Przyślij ludzi z poczuciem potrzeby.
3. Wreszcie, będzie to wymagało czujności
względem wroga dniem i nocą.
Kiedy rumienienie się powróciło do Izraela, grzech został oczyszczony oraz rozprawiono się z
wymieszaniem ze światem. Miały miejsce wyznanie grzechów i prawdziwe upamiętanie. Teraz był
czas, aby razem powstać dla odparcia ich wspólnego wroga.
Modlitwa i pokora razem z nienawiścią do grzechu daje owoc w postaci serca do pracy: "Lecześmy
my budowali ten mur, i spojony jest wszystek mur aż do połowy swej, a lud miał serce do roboty."
(Nehemiasza 4,6 BG). Prawdziwe przebudzenia świętości zawsze owocują w pracownikach.
Książki, seminaria i wykłady nie owocują w nich - ale przebudzenia tak!
Kiedy Bóg czyni coś autentycznego pośród Swojego ludu, szatan konspiruje przeciwko temu. "A
gdy Sanballat, Tobiasz, Arabowie, Ammonici i mieszkańcy Aszdodu usłyszeli, że naprawa murów
Jeruzalemu postąpiła naprzód, gdyż wyłomy zaczęły się wypełniać, zapłonęli wielkim gniewem. I
wszyscy oni społem się sprzysięgli, aby ruszyć do walki z Jeruzalemem i spowodować w nim
zamęt" (Nehemiasza 4,7-8).
Wróg bardzo się rozzłościł i konspirował, jak tu powstać przeciwko nim, aby walczyć i
wstrzymywać pracę! Jego taktyka była taka: niepostrzeżenie przeniknąć do ciała przez
niespodziewane zakradnięcie się do nich. "Wrogowie nasi zaś myśleli: Nie powinni się dowiedzieć i
spostrzec się, aż wpadniemy między nich, wybijemy ich i zatrzymamy robotę" (Nehemiasza 4,11).
Oni planowali, aby wprowadzić pomiędzy nich tajną armię zamaskowanych oszustów. Wróg nie
podjął nagłego, otwartego ataku od frontu, ale raczej powiedział: "Wejdziemy pomiędzy nich!"
Taktyką był wewnętrzny sabotaż! Wróg powiedział: "Oni nigdy się nie zorientują, że to się dzieje."
Strategia szatana nigdy się nie zmienia. Nawet w tej chwili posyła on swoich "aniołów światłości"
do różnych zgromadzeń na całym świecie, przynosząc doktrynalny sabotaż i różne zwiedzenia.
W jaki sposób możemy ich wykryć? Co jest naszym zabezpieczeniem?
"Modliliśmy się więc do Boga naszego i wystawialiśmy dniem i nocą przeciwko nim straże"
(Nehemiasza 4,9). Kluczem jest silna nienawiść do grzechu, prawdziwe skruszenie, częsta
modlitwa oraz stała czujność - w powiązaniu z pozostawaniem w nasyceniu Słowem Bożym.
Umiłowani, Bóg musi przywrócić rumieńce swojemu ludowi! Pozwólcie Duchowi Świętemu zbadać
wasze serca bardzo głęboko i bardzo gruntownie, abyście mogli chodzić bez żadnego zarzutu
przed Panem w tej ostatecznej godzinie.